Fabuły baśniowe jako przykład współczesnej literatury o charakterze inicjacyjnym
Dorota Wojciechowska
fot. Arteum.pl
Inicjacja jest słowem kluczem otwierającym kraj dorosłych, gdzie wszystko wolno i wszystko wiadomo. Kolejne wtajemniczenia i obalanie różnych tabu z okresu dzieciństwa wyznaczają kierunek naszego dorastania i – co się z tym wiąże – naszego świadomego uczestnictwa w świecie. Dlatego sposób i okoliczności, w jakich odkrywamy kolejne prawdy o sobie i życiu mają tak decydujący wpływ na nasze późniejsze funkcjonowanie, gdyż praktycznie warunkują cały nasz rozwój. Z tego samego powodu większość inicjacji, których doświadczyliśmy wkraczając w dorosłość, stanowi podstawę wielu fabuł baśniowych, które za pomocą zmyślonych, fantastycznych historii, w sposób skrótowy, ale niezwykle przemawiający do naszej wyobraźni opowiadają nam o nas i o naszym życiu, o tym co może nas w nim spotkać i jak sobie z takimi doświadczeniami poradzić, by z każdej takiej próby wychodzić mądrzejszym i dojrzalszym. Nie bez powodu wiele metod terapeutycznych odwołuje się do baśniowej symboliki, starając się w ten sposób na nowo odkrywać naszą przeszłość i pokazywać, jak możemy ją ponownie wykorzystać, by na końcu drogi osiągnąć upragniony cel, którym jest zabicie kolejnego smoka, przeszkadzającego nam spokojnie żyć i pracować, czy odszukanie i odczarowanie tej jedynej, najprawdziwszej księżniczki. Inaczej mówiąc – sprostanie kolejnej próbie, której ceną jest nasze szczęśliwe i udane życie.
Proces inicjacji w zasadzie jest ukazany we wszystkich baśniach w podobny sposób. Bohaterowie, aby osiągnąć cel muszą przechodzić przez różnorodne próby, czasami popełniają błędy, korzystają z pomocy bliskich osób i czarodziejskich przedmiotów. Według psychoanalityków ta baśniowa podróż, pełna niebezpieczeństw i kolejnych prób, jakim poddawany jest bohater – w pełni odzwierciedla proces dojrzewania. Popełnianie błędów i korzystanie z pomocy jest częścią ludzkiego życia, częścią procesu rozwoju każdego z nas.
Podobną paralelę między życiem i sztuką wysunął Mircea Eliade, pisząc o symbolicznej inicjacji w życie duchowe, której podstawowy scenariusz odnajdujemy najpierw w sztuce, by następnie odzwierciedlać go w swoim życiu : „Każde ludzkie istnienie kształtuje seria prób, powtarzane niejednokrotnie doświadczenie »śmierci i zmartwychwstania«. I dlatego właśnie w perspektywie sacrum istnienie człowieka opiera się na inicjacji, można niemal powiedzieć, że życie ludzkie jest o tyle ludzkie i wartościowe, o ile stanowi inicjację”. Anna Sobolewska – w książce pt. Mistyka dnia codziennego- dodaje do konkluzji Eliadego komentarz, iż – dzięki takiej właśnie „kulturotwórczej” interpretacji znaczenia inicjacji duchowej w życiu człowieka – całe jego podświadome i imaginacyjne życie staje się rozgrywką o własną duchowość i tożsamość, toczoną między biegunami „upadku” i „reintegracji”.
Ta rozgrywka o człowieka wewnętrznego jest jednym z odwiecznych tematów powieściowych i to nie tylko – jak można by się tego spodziewać- w obrębie prozy analitycznej, introspekcyjnej, lecz również w powieści fantastycznej, czy właśnie – w baśni. Jest to jeszcze jeden poziom inicjacji w życie, który młody czytelnik odnajduje najpierw w literaturze, by następnie – już odpowiednio przygotowany – nie dać się zaskoczyć wymaganiami, jakie stawia nam prawdziwe życie i ofiarami, które musimy ponieść w walce o zachowanie własnej wewnętrznej integracji. Literatura dziecięca czytana w tej perspektywie staje się rzeczywiście terenem problematyki inicjacyjnej, przy interpretacji której największe i najpełniejsze zastosowanie znajduje Jungowska metoda analizy krytycznej, oparta na istnieniu archetypów i symboli, zakodowanych na stałe w naszej prywatnej i zbiorowej nieświadomości i przemawiających do nas za pomocą sztuki, religii, filozofii.
Spotkanie z baśnią pozwala dziecku poznawać niektóre prawdy o nim samym: o tym, czego się boi, o czym marzy, do kogo chciałoby być podobne. Ponadto, może się z nich dowiedzieć pewnych uniwersalnych prawd o życiu w sposób niejako skrótowy, syntetyczny. Baśń towarzyszy młodemu człowiekowi w jego dziecięcym świecie, a gdy przychodzi pora – łagodnie wyprowadza go z niego i prowadzi w świat realny. To dzięki baśniom, człowiek potrafi przez całe życie zachować pamięć swoich dziecięcych marzeń i odczuć, które mogą służyć mu jako drogowskazy w dorosłym życiu. W ten sposób podstawowe potrzeby psychiczne, których zaspokojenie pomagało nam w dzieciństwie prawidłowo rozwijać się i dojrzewać, nabierają dodatkowego znaczenia w dorosłym życiu, gdy przyglądamy się im już z zupełnie innej perspektywy. Dlatego krytyka archetypowa za cel główny stawia sobie odkrywanie paralelnych związków między naszymi zachowaniami i potrzebami psychicznymi w dzieciństwie, a literackimi obrazami, które te potrzeby i zachowania stymulowały. Za punkt wyjścia przyjmuje się tu możliwości percepcyjne odbiorcy w różnych okresach jego psychicznego rozwoju. Jedną z najczęściej stosowanych przez krytykę archetypową metod analizy sposobów dziecięcej percepcji baśni jest badanie procesu utożsamienia, czyli identyfikacji dziecka z głównym bohaterem. Jest to według krytyki archetypowej bardzo ważny proces, gdyż spotkanie z bohaterem literackim, z jakim dziecko się utożsamia jest jednocześnie momentem spotkania z własnym bohaterem wewnętrznym, którego wizerunek każdy z nas, począwszy od dzieciństwa, przez całe życie nosi w sobie.
Odkrycie istnienia archetypicznego bohatera wewnętrznego zawdzięczamy Carol S. Pearson, która – idąc ścieżką postjungowskich teoretyków: Jamesa Hillmana i Josefa Campbella – prowadziła badania nad literaturą i dotarła do swojego, bardzo oryginalnego oraz nowatorskiego rozumienia mitu i archetypu. Swoje rozważania oparła na przekonaniu, że wszystkie istoty ludzkie przechodzą przez określone fazy i stadia rozwoju. Pomyślne zakończenie jednego stadium rozwoju stwarza możliwość przejścia do następnego. Uważała, że archetypy odzwierciedlają ten proces w sposób symboliczny, ale ukazujący przede wszystkim dobre kierunki rozwoju człowieka. Są przede wszystkim po to, aby pomóc nam się rozwijać zbiorowo i indywidualnie. A szanując je i rozumiejąc – dojrzewamy do doświadczania ich w swoim życiu na coraz bardziej zaawansowanych poziomach wtajemniczenia w ich sens i znaczenie dla naszego jednostkowego bytu.
W swojej książce, poświęconej tym odkryciom, pt. Nasz wewnętrzny bohater C.S. Pearson przedstawiła przykłady uwspółcześnionych wersji Jungowskich archetypów, które mają na nas decydujący wpływ. Nie są to te same archetypy, które zwolennicy Junga uznali za przełomowe w procesie rozwoju człowieka. Autorka podkreśliła jednak w swej pracy, że zajmowała się jedynie bardziej świadomymi manifestacjami tylko sześciu wybranych przez nią archetypów, bowiem – choć mamy dostęp do wielu – to na nasz rozwój wpływa właśnie tych sześć : Sierota, Niewinny, Męczennik, Wojownik, Wędrowiec i Mag. Ich siedliskiem jest nasz umysł i wszyscy mają szansę przejść od Niewinnego do Maga – najwyższego stadium rozwoju samoświadomości. Aby jednak dojść do tej pełni musimy przejść całą drogę poprzez wszystkie stadia rozwoju.
C. S. Pearson uwzględniła również w swoich badaniach schemat rozwoju jednostki charakterystyczny tylko dla współczesnej zachodniej cywilizacji, a więc w jakiś sposób inaczej traktujący metafizyczną mądrość Wschodu, która leżała u podstaw filozofii Junga:
Według Pearson schemat rozwoju naszego wewnętrznego bohatera archetypicznego wygląda więc następująco: Niewinny i Sierota to pierwsze okresy ludzkiego rozwoju; Wędrowiec rozpoczyna realizację zadania polegającego na odkrywaniu samego siebie; Wojownik uczy się walczyć w obronie własnych dóbr; Męczennik uczy się przede wszystkim dawać i poświęcać dla innych.
Na marginesie tych rozważań należy zwrócić szczególną uwagę na to, że Męczennik jest wyjątkowym i bardzo ważnym stadium w procesie samorozwoju współczesnych kobiet, uwikłanych w uczestnictwo w życiu na równi z mężczyznami i jednocześnie pragnących zachować bezpieczeństwo wynikające ze spełniania tradycyjnych ról. Kierunek rozwoju tego stadium samopoznania (choć może lepiej i trafniej – w kontekście rozważań C. S. Person – byłoby użyć tu terminu „samorozpoznanie”) może przebiegać od cierpienia do miłości, przez samookreślenie lub walkę, rywalizację. Nawet pobieżne obserwacje codziennego życia dostarczają dowodów na to, że przekroczenie tego etapu rozwoju jest bardzo trudne dla dzisiejszych kobiet, które częstokroć muszą wybierać pomiędzy życiem rodzinnym, a zawodowym, niekoniecznie zgodnie ze sowimi potrzebami i przekonaniami.
Mag, dążący do życia w zgodzie ze swoją wewnętrzną mądrością oraz do zachowania równowagi we wszystkich podejmowanych przez niego działaniach i relacjach, jest – według autorki tej specyficznej propozycji interpretacji naszych indywidualnych i społecznych zachowań – ostatnim, najwyższym stadium naszego wewnętrznego rozwoju. Aby go jednak osiągnąć trzeba przejść długi (i często bardzo bolesny proces) odrodzenia się na wyższym poziomie świadomości. Proces ten, jego znaczenie i charakter, przypomina opisywany przez wiele, starych i nowych, systemów filozoficznych, stan bliski oświeceniu, satori. Jest również z upodobaniem opisywany przez – bardziej swojskie pod względem terminologii psychologicznej – różne bajki, baśnie, powieści, legendy i klechdy, opowiadające zwykle o człowieku, który po wielu latach prób, cierpień, wytrwałych wyrzeczeń oraz zdobywania nowej wiedzy i umiejętności, dociera w końcu do pewnego określonego miejsca w swoim życiu, by „żyć długo i szczęśliwie do końca swoich dni”.
Swoje rozważania autorka ilustruje zresztą przykładami z literatury dla dorosłych i dla dzieci. Pokazuje, że podróż bohatera nie prowadzi prostą ścieżką, lecz przebiega spiralnie i jest to naturalny sposób rozwoju. Dzięki temu w różnych etapach życia powraca on do poszczególnych archetypów, lecz na różnym ich poziomie. Wraz z posuwaniem się po tej spirali okresy podróży stają się coraz bardziej płynnymi częściami procesu wzajemnych relacji ze światem.
Śledząc wraz z autorką rozwój poszczególnych bohaterów i ich drogę, prowadzącą do samopoznania – stopniowo przekonujemy się coraz bardziej, że wszyscy odbywamy podobne „podróże”, a spotkania z archetypami są dla nas czymś w rodzaju „tworzenia duszy”.
Jednak bardziej wnikliwa analiza losów większości baśniowych bohaterów, jak również postaci ze sztandarowych utworów literatury światowej, prowadzi do dodatkowej konkluzji, że osiągnięcie najwyższego stadium rozwoju i samopoznania nie jest owocem łaski, ale raczej wynikiem bolesnego i oczyszczającego wysiłku samopoznania. W ten sposób zyskujemy zaprzeczenie optymistycznej, budującej wersji wewnętrznego rozwoju, którą „ku pokrzepieniu dusz i serc” lansuje C. S. Pearson. Ta droga nie zawsze jest szczęśliwa i bezpieczna. Z drugiej strony, człowiek nie ma wyjścia i musi podjąć to wyzwanie, by odnaleźć siebie i kształt swojego życia lub do końca swoich dni żyć w strachu, ze świadomością, że dobrowolnie zrezygnował z wiedzy o sobie.
Jednym z poziomów takiej duchowej inicjacji, jest odkrycie w sobie – oprócz nieskończonych pokładów współczucia i dobra – również istnienia zła. Doświadcza tego wielu bohaterów literackich i nie chodzi tu wcale o to, czy wygrywają oni potyczkę o własną duszę, wybierając w końcu mniejsze zło, ale o sam fakt dokonywania takich wyborów, do których życie niejednokrotnie nas przecież zmusza. Chodzi tu też o to, że każdy z nas musi samodzielnie zdobyć się na świadomy wysiłek zintegrowania pozytywnych i negatywnych aspektów naszej osobowości, gdyż tylko to umożliwia autentyczne poznanie własnych możliwości i potrzeb, a więc odnalezienie właściwego klucza do swojego wnętrza.
Nieprzypadkowo w literaturze, jako metaforycznego określenia całokształtu i charakteru zjawiska, jakim jest samopoznanie i wewnętrzny rozwój, używa się najczęściej takich słów jak „podróż”, „droga”, „wędrówka” (np. Tolkienowska Wyprawa, Droga przez mękę Aleksandra Tołstoja, czy Podróż do kresu nocy Louisa-Ferdinanda Céline'a). Każde ludzkie działanie jest elementem życiowej drogi. Dlatego w literaturze człowiek zazwyczaj bywa przedstawiany w działaniu, poprzez działanie, poprzez jego obecność w życiu człowieka lub jego brak, który równoznaczny jest ze stagnacją, zatrzymaniem rozwoju. Od niepamiętnych czasów droga była symbolicznie przedstawiana, jako element należący do większego porządku świata. Dla greckich filozofów istniały dwie drogi: dobro i zło. Uważano, że każda droga ma swój początek i koniec i tym samym prowadzi do innego świata, do bezczasowości i poza przestrzeń. Baśnie również potwierdzają na swój specyficzny sposób, że życie jest wędrówką, nieustannym ruchem, przemianą, zaś najważniejszą z przygód i podróży, które podejmujemy, to te, które rozpoczynamy w poszukiwaniu samych siebie, które służą poszerzeniu naszej samowiedzy. Jest to prawdziwa inicjacja w dojrzałość i mądrość, która równa jest prawie indiańskim praktykom szamańskim, mającym na celu uczynienie z chłopca mężczyzny i przyjęciem go do społeczności osób dorosłych – wojowników, mających do wykonania jakieś zadanie i cel w życiu, znających już swoje mocne i słabe strony, a więc posiadających pewnego rodzaju samoświadomość (co podkreśla rytuał przyjęcia i nadania imienia). Mają więc swoją drogę, którą muszą w życiu nieustannie rozwijać, by osiągnąć swój cel wyznaczony przez nowe imię. Funkcje i znaczenie tych praktyk inicjacyjnych, obecnych aż do czasów dzisiejszych w społeczeństwach pierwotnych, nie skażonych cywilizacją i techniką, przejął obecnie specjalny typ literatury, zwany z tego powodu „literaturą inicjacyjną”, mający powodu swojego szczególnego charakteru ważne (choć zbyt często pomijane) znaczenie dla współczesnych dzieci i młodzieży, wkraczających dopiero w dojrzałe pojmowanie świata, na tej samej zasadzie, jak miały dawniej wszelkiego rodzaju rit de passage w społeczeństwach pierwotnych. Tego typu książki, w których los bohatera ulega przekształceniu pod wpływem ważnych dla niego i innych wyborów życiowych, uczą bowiem, jak dorastać i jak korzystać z własnej duchowości, w świecie, w którym nie ma już miejsca na sferę sacrum, choć tak naprawdę to właśnie ten obszar ludzkich działań pozwala wydobyć się z psychicznego chaosu i złudnej pogoni za materialistycznymi przyjemnościami, jako antidotum na ból, cierpienie i strach przed śmiercią.
Dlatego dobrze jest umieć obcować w świecie fantazji, zarówno w dzieciństwie, jak i w dorosłym życiu. Jak twierdzi psychologia archetypowa: im więcej znamy, rozumiemy i lubimy baśni, czyli im więcej baśniowej metaforyki przenika do naszego życia – tym lepiej dla nas. W końcu najważniejsze okazuje się, tak jak na początku każdej baśni, umieć zdecydować się na podjęcie podróży w Nieznane. Każde wyjście za próg naszego bezpiecznego, ciepłego domu wyznacza od nowa trasę tej marszruty i jest wędrówką prawie tak samo ważną i doniosłą, jak ta, którą odbył Bilbo Baggins, czy Tatuś Muminka, poszukujący swojej wymarzonej wyspy z latarnią morską. Każdy z nas przecież, czy tego chce czy nie, tak jak Stefan Dedalus wędruje swoją własną drogą przez zjawiskową, wiecznie nową i przepełnioną poszczególnymi światami, otaczającą go rzeczywistość.
aut.Dorota Wojciechowska, Arteum.pl