Na skróty

Information

Strona Główna » Artykuły » Wokół arteterapii » Emocje sportowe

Emocje sportowe

Bartłomiej Perczak
fot. sxc.hu

Jeszcze nie do końca przebrzmiały echa mistrzostw Europy w piłce nożnej, a już niebawem rozpoczynają się eliminacje do mistrzostw świata. Znowu wielkie nadzieje, smak zwycięstwa, gorycz porażki, a przede wszystkim – wielkie przeżycia. Skąd biorą się emocje, jakie w wielkich, międzynarodowych imprezach sportowych stają się udziałem nawet tych, którym na co dzień sport jest obcy? Oczywiście, jest to zjawisko złożone, niemniej jego najważniejsza przyczyna wynika ze społecznej natury człowieka. Jesteśmy gatunkiem, który tworzy mniejsze i większe grupy, by zaspakajać swoje potrzeby. W odróżnieniu od niektórych gatunków społecznych, w swojej tendencji do grupowania się potrafimy jednak zachować indywidualność. Każdy człowiek znajduje się więc w sytuacji, w której jest on sam, grupa, do której należy (rodzina, grupa zawodowa, grupa towarzyska, naród itp.) oraz inne grupy. Inne – najczęściej oznacza konkurencyjne. Badania psychologów społecznych pokazują, że nawet w grupach wyłonionych z losowo wybranych uczestników eksperymentu, na podstawie tak niewiele znaczącego kryterium jak rzut monetą, zaznaczają się tendencje do rywalizacji. Oczywiście, nie wszystkie grupy oddziałują na nasze życie w ten sam sposób. Ich rzeczywiste znaczenie nie jest jednak tak decydujące dla rozwoju naszego do nich stosunku, jak ich subiektywny obraz. Obraz ów, za psychologią poznawczą, nazwijmy schematem.

Mamy więc trzy schematy poznawcze, kształtujące nasze życie społeczne: „ja”, „my”, „oni”. O ile „ja” w większości przypadków jest stałe, o tyle rolę „my” i „oni” pełnią te grupy, których wewnętrzny obraz został właśnie zaktywizowany – np. poprzez rywalizację sportową, kiedy mniej istotne staje się to, czy jesteśmy członkami własnej rodziny, przedstawicielami tego czy innego zawodu, nabiera zaś znaczenia fakt, iż jesteśmy kibicami danego („naszego”) klubu lub członkami narodu reprezentowanego przez grających zawodników. Wszystkie trzy schematy tworzą układ, w którym jeden element nie może istnieć bez pozostałych. Wyodrębnienie własnej grupy nie byłoby przecież możliwe, gdyby nie istnieli jacyś „oni”. Poczucie własnej indywidualności również byłoby trudne do osiągnięcia, gdyby nie istnieli jacyś „inni”.

Potrzebę przynależności do społeczności zawdzięczamy genom. Aby ją zaspokoić, przynależność nie może być jednak tylko formalna. Nasza grupa musi być wyrazista, tzn. musi być przez nas zauważana, przypominać rozumowi i emocjom o swoim istnieniu. Zawody sportowe doskonale spełniają ten warunek. Użycie symboli narodowych (klubowych) aktywizuje schemat „my” i „oni”. „My” jesteśmy przybrani w nasze barwy i śpiewamy nasz hymn, „oni” są oznaczeni innymi kolorami i śpiewają inny hymn. Granica podziału jest wyraźna. Schemat „my – Polacy”, zarówno w przypadku zagorzałych, jak i „niedzielnych” kibiców, jest od dziecka dobrze utrwalony – staje się to idealną „pożywką” dla rozumu. Natomiast emocje o naszej przynależności przekonuje sama rywalizacja, jaką dobrze rozumiemy i na którą reagujemy bardzo podobnie do innych osobników, zaliczanych przez nas do „my”. Jeśli wygramy, pozostaje nam cieszyć się z pozycji zwycięzcy. Jeśli jednak powiedzie się przeciwnikowi, porażka „naszego” klubu nie będzie jedynie notą w sportowych statystykach. Nasze zaangażowanie sprawia, że w dużej mierze jest ona traktowana osobiście. Po przegranej odzywa się więc frustracja, która, niestety, często staje się przyczyną agresji. Ewolucja nie bez przyczyny uczyniła z nas społeczeństwo. Nasi przodkowie łatwiej mogli radzić sobie z niebezpieczeństwami płynącymi z otoczenia i zdobywać pokarm, jeśli robili to w grupie. Musieli jednak, podobnie jak inne gatunki, walczyć o swoje terytorium. Dlatego rywalizacja pomiędzy grupami jest częścią naszej natury. Współcześnie walki o przestrzeń życiową nie są już koniecznością, tak często jak dawniej. Z tego też powodu potrzebę przynależności i rywalizacji zaspakajamy m.in. podczas widowisk sportowych. Niejednokrotnie także po ich zakończeniu i to w sposób właściwy bardziej naszym praprzodkom, niż cywilizowanym, współczesnym ludziom.

Oczywiście, nie wszyscy jednakowo angażujemy się w kibicowanie. Nie dla wszystkich przynależność do grupy jest tak samo ważna. W układzie schematów „ja”, „my”, „oni” istotna jest bowiem odległość między nimi. Ważne jest więc, jak bardzo czujemy się zjednoczeni z własną grupą. Inaczej mówiąc, chodzi o rozróżnienie, jak duża część „ja” tkwi w „my”, a jak duża część pozostaje nadal odrębna. Podobnie wygląda stosunek pomiędzy schematami „my” i „oni”. Pomimo tego, że granica między narodami, reprezentacjami sportowymi oraz kibicami jest wyraźna, to przecież w stosunku do jednego rywala będziemy czuć większą bliskość i dostrzegać większe podobieństwo, niż w stosunku do innego. Emocje sportowe będą rosnąć wraz ze zmniejszaniem się odrębności schematów „ja” – „my” oraz zwiększaniem odrębności schematów „my” – „oni”. Innymi słowy: im bardziej swoi są „swoi” a obcy – „obcy”, tym bardziej angażujemy się w kibicowanie.

Przeżycia związane ze sportem są oczywiście zjawiskiem, którego nie da się w pełni wyjaśnić jedynie za pomocą potrzeby identyfikacji z grupą oraz tendencją do rywalizowania z obcymi. Duże znaczenie ma też rozumienie danego sportu, własne z nim związki emocjonalne, doświadczenia, czy choćby temperament kibica. Warto jednak pamiętać, że wiele z naszych zachowań -mimo, że są one w znacznej mierze zmodyfikowane przez kulturę- zostało ukształtowanych w procesie ewolucji. Dotyczy to szczególnie zjawiska rywalizacji. Walka na stadionie oraz kibicowanie na trybunach, czy przed telewizorami są więc tym samym, czym dawniej była konkurencja o terytorium, pokarm czy walki plemienne. Choć dziś rzadko wyruszamy na wojnę, by podbić nowe przestrzenie, dawne potrzeby, związane z rywalizacją, pozostały niezmienione. Wszelkie okazje do identyfikowania się z pozostałymi przedstawicielami „tego samego plemienia” są nie tylko efektem istnienia grupy, ale także mechanizmem ją tworzącym. Dlatego kibicujemy Polakom nie tylko dlatego, że jesteśmy Polakami, ale także jesteśmy Polakami, bo kibicujemy naszym: każdy przeżyty przez nas mecz jest okazją do zatapiania naszego „ja” w naszym „my”. Ta postępująca identyfikacja narodowa może być wykorzystana przez każdego, kto jakimś sposobem będzie umiał przekonać umysł i emocje kibica, że jego sprawa jest także sprawą owego „my”, któremu kibicujemy, z którym się utożsamiamy: to „my”, w które wtapia się „ja”, tworzy wtedy interes narodu, miejskiego klubu sportowego, itp. By „my” mogło się w pełni zamanifestować i stało się pewnego rodzaju częścią naszej osobowości, często wystarczy tylko użyć odpowiednich symboli, które umocnią relacje pomiędzy jednostką a grupą.

Warto o tym pamiętać, kiedy czujemy, że nadmiernie ulegamy sportowym emocjom, związanym z wygraną, czy przegraną „naszej” drużyny.

O autorze

mgr Bartłomiej Perczak – psycholog, psychoterapeuta, absolwent Wydziału Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego oraz absolwent trzyletniego szkolenia w terapii poznawczo-behawioralnej. Członek Polskiego Towarzystwa Terapii Poznawczo-Behawioralnej.
Strona www autora: www.psychoterapia-krakow.org

REKLAMA