<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Blog Arteum.pl</title>
	<atom:link href="http://arteum.pl/blog/?feed=rss2" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://arteum.pl/blog</link>
	<description>Subiektywnie o arteterapii i jej okolicach</description>
	<lastBuildDate>Sun, 02 Oct 2011 13:22:09 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.3.2</generator>
		<item>
		<title>Słowo a obraz &#8211; rola ilustracji w książce dziecięcej na przykładzie &#8222;Zwierzoczłekoupiora&#8221; Tadeusza Konwickiego</title>
		<link>http://arteum.pl/blog/?p=467</link>
		<comments>http://arteum.pl/blog/?p=467#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 02 Jun 2011 09:18:50 +0000</pubDate>
		<dc:creator>dw</dc:creator>
				<category><![CDATA[Warsztat badacza literatury]]></category>
		<category><![CDATA["Zwierzoczłekoupiór"]]></category>
		<category><![CDATA[analiza literacka]]></category>
		<category><![CDATA[baśnie]]></category>
		<category><![CDATA[Tadeusz Konwicki]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://arteum.pl/blog/?p=467</guid>
		<description><![CDATA[Obserwując oddziaływanie i wpływ ilustracji książkowych zaczęto współcześnie baczniej zwracać uwagę na to, która z funkcji –według zgodnych założeń pisarza i ilustratora- staje się najważniejsza.  Stąd bierze się w teorii ilustracji tendencja, by najbardziej respektować tę sferę badań, która wiąże się z bliskim stosunkiem czytelnika, a w szczególności młodego czytelnika, do książki (aspekty psychiczne, społeczne [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Obserwując oddziaływanie i wpływ ilustracji książkowych zaczęto współcześnie baczniej zwracać uwagę na to, która z funkcji –według zgodnych założeń pisarza i ilustratora- staje się najważniejsza.  Stąd bierze się w teorii ilustracji tendencja, by najbardziej respektować tę sferę badań, która wiąże się z bliskim stosunkiem czytelnika, a w szczególności młodego czytelnika, do książki (aspekty psychiczne, społeczne i inne).  W tym kontekście szczególne znaczenie zyskuje ostatnio pojęcie sztuki kształtowania książki, które powoli wypiera dotychczasową teorię ilustracji.<a href="#_ftn1">[1]</a> Chodzi tu o traktowanie książki wraz z ilustracjami jako integralnej całości, tylko bowiem w ten sposób ujawnia się wieloraki charakter istnienia i oddziaływania ilustracji książkowej.</p>
<div id="attachment_468" class="wp-caption alignleft" style="width: 134px"><a href="http://arteum.pl/blog/wp-content/uploads/2011/06/cache.php_.jpg"><img class="size-thumbnail wp-image-468" title="&quot;Zwierzoczłekoupiór&quot;" src="http://arteum.pl/blog/wp-content/uploads/2011/06/cache.php_-124x150.jpg" alt="" width="124" height="150" /></a><p class="wp-caption-text">&quot;Zwierzoczłekoupiór&quot;</p></div>
<p>Problematyka ta w pełni dotyczy „Zwierzoczłekoupiora” Tadeusza Konwickiego, bowiem ważnym uzupełnieniem lektury tej książki są ilustracje – rysowane jasną, wyraźną kreską Danuty Konwickiej (żony autora); tworzą one oryginalną i bardzo indywidualną formę wypowiedzi plastycznej, będąc jednocześnie próbą kontaktu z czytelnikiem kształtującą się na zupełnie innym poziomie, niż sama lektura. Mamy tu bowiem do czynienia nie tylko z ilustrowanym komentarzem do treści, jej uzupełnieniem w postaci ilustracji, czy „narracyjnym wtrętem’’ dokonanym za pomocą owych ilustracji. Są one bowiem ukazane (przynajmniej częściowo) jako prace mamy narratora –bohatera utworu- Piotra. Wątek ten po pewnym czasie urywa się i ilustracje po prostu towarzyszą lekturze, pomysł jednak przedstawienia ich jako prac jednej z osób uczestniczących w akcji powieści sprawia, że stają się one integralnym elementem fabuły, który należy traktować na równych prawach z tekstem.</p>
<div id="attachment_469" class="wp-caption alignleft" style="width: 160px"><a href="http://arteum.pl/blog/wp-content/uploads/2011/06/psychologiczne-problemy-ilustracji-dla-dzieci.jpg"><img class="size-thumbnail wp-image-469" title="&quot;Psychologiczne problemy ilustracji dla dzieci&quot;" src="http://arteum.pl/blog/wp-content/uploads/2011/06/psychologiczne-problemy-ilustracji-dla-dzieci-150x150.jpg" alt="&quot;Psychologiczne problemy ilustracji dla dzieci&quot;" width="150" height="150" /></a><p class="wp-caption-text">&quot;Psychologiczne problemy ilustracji dla dzieci&quot;</p></div>
<p>Jak pisze I. Słońska w „Psychologicznych problemach ilustracji dla dzieci”<a href="#_ftn2">[2]</a>- ilustracja spełnia liczne zadania, których realizacja ważna jest dla rozwoju dziecka. Są to: wzmocnienie przeżycia dzieła literackiego (dzięki plastycznej realizacji jego treści), wprowadzenie czytelnika w świat sztuki, wpływ na rozwój procesów i dyspozycji psychicznych (wyobraźni, uczuć, intelektu), itp. J. Doroszewska zwraca natomiast uwagę w swoim artykule<a href="#_ftn3">[3]</a> na możliwość kompensacyjnego a nawet terapeutycznego oddziaływania ilustracji (ma to szczególnie ważne znaczenie przy rozpatrywaniu  „Zwierzoczłekoupiora” jako baśni psychoterapeutycznej).</p>
<p>Rysunki Danuty Konwickiej spełniają te wszystkie zadania, dzięki swojej poezji, oryginalności i humorowi. Cechy te są o tyle ważne, że w przypadku tej książki tekst nie może bez nich istnieć: tworzy on wraz z ilustracjami –jak wspomniano wcześniej- integralną całość.</p>
<p>A skoro rzecz tak ma się istotnie, należy owym ilustracjom przyjrzeć się ze szczególną uwagą, bowiem powieść kryje w sobie wiele zagadek związanych zarówno z osobą bohatera, jak i niejasną koncepcją adresata i te same wątpliwości dotyczą ilustracji. .Po dziecięcemu naiwne , nie rażą jednak infantylizmem. Równie dobrze sugerują (podobnie jak to się ma w przypadku tekstu), że ich autorem jest dziecko, lub może raczej –dorosłe dziecko, tzn. dorosły dzieckiem podszyty, lub też, że figura dziecka została tu jedynie wykorzystana dla zaznaczenia innych, istotnych treści.</p>
<p>Sposób w jaki autorka owych ilustracji posługuje się deformacją, skrótem i uogólnieniem, wskazuje na odbiorcę dojrzałego, obeznanego z tego typu sposobem ujmowaniem rzeczywistości. Podkreślić jednak należy, że zarówno treść powieści, jak i towarzyszące jej ilustracje mogą być realizowane na kilku poziomach odbioru. Pozornie łatwe ujęcia i pomysły plastyczne oraz nieskomplikowana treść ilustracji Danuty Konwickiej mogą być w pełni akceptowane zarówno przez dzieci, jak i przez dorosłych. Tym ostatnim przy oglądaniu owych ilustracji towarzyszyć będzie pewnie jednak refleksja, że ich czytelność  w dużym stopniu zależy od doświadczeń, wiadomości i wrażliwości odbiorcy. Taki „wyrobiony” odbiorca wie bowiem, że są przeżycia, które nie przebiegają w sferze intelektualnej, ale odwołują się raczej do uczuć wyobrażeń i intuicji. Temu zapewne ma służyć pewnego rodzaju naiwność i „laurkowość” ilustracji Danuty Konwickiej. Charakterem i klimatem odbiegają one przecież znacznie od tematyki i problematyki powieści, tak jakby zastosowany tu kontrast miał stworzyć jeszcze jeden trop interpretacyjny. Tak samo bowiem jak sposób w jaki funkcjonuje w powieści opowiadanie Piotra o jego niezwykłych i tych codziennych doświadczeniach ,ilustracje towarzyszące przebiegowi zdarzeń mają charakter życzeniowy –są sielskie, anielskie. Dziecięcy odbiorca prostodusznie zaakceptuje ich pozorną pogodę i optymizm i nie od razu wpadnie na właściwy trop. Aby bowiem pełniej zrozumieć i przeżyć te ilustracje (i dodatkowo zrozumieć na czym polega tu korespondencja sztuk: literatury i plastyki) trzeba także myśleć, porównywać, wykrywać związki, wnioskować, dokonywać wielu operacji umysłowych, których nie zdobywa się od razu. Dziecięcy odbiorca książki Konwickiego nie zrozumie więc pewnie symbolicznego charakteru zawartych w niej ilustracji, natomiast czytelnik dorosły, lub przynajmniej dojrzały emocjonalnie, prawdopodobnie zauważy ich aluzyjność i przenośny charakter.</p>
<p>Autorka tych ilustracji wykorzystała przede wszystkim fakt, że wszelkie rozwiązania plastyczne odznaczające się „wyraźnością” i „czytelnością” mogą liczyć na powodzenie zarówno u odbiorców starszych, jak i młodszych. Jednocześnie wielopoziomowa lektura książki, wzbogacona „wbudowanymi” w nią ilustracjami, tworzy jeszcze jeden ważny rys kompozycyjny, sprawiający, że pozornie prosta forma graficzna tych obrazków staje się nasycona znaczeniem. Czystość rysunku i wesołość stają się pozorne. Podobnie jak czytelność i ład kompozycyjny na nich panujące. Takim właśnie chciałby widzieć świat, takiego świata potrzebuje i do takiego wyobrażenia o nim ucieka chory na białaczkę chłopiec, podszywający się pod zdrowego Piotra, chociaż już wie, że świat tak nie wygląda. Prawem dziecka jednak –chciałby się łudzić, mieć nadzieję i marzenia, które zabrała mu choroba, a które łatwo uchwycić  w dziecięco naiwnych i niewinnych rysunkach Danuty Konwickiej. W ten sposób na plan pierwszy wysuwają się emocjonalne treści tych ilustracji. Bardziej wyczuwalny staje się fakt, że chociaż są one pokrewne rysunkom dziecięcym, to jednocześnie zachowują dystans w stosunku do nich, pokpiwają z ich naiwności. Głównym akcentem tych ilustracji staje się chęć wyrwania choćby na chwilę ze świata, w którym wszystko dzieje się według ustalonych proporcji, w celu odszukania jakiegoś ogólnego odprężenia psychicznego. Stąd ich pozorna naiwność i pogoda.</p>
<p>Z przytoczonych przez I. Słońską, w cytowanej wcześniej książce jej autorstwa, wypowiedzi dzieci widać jak silnie przemawiają ilustracje do ich wyobraźni. Ich wymowa jest tak duża, że ilustrowanie zbyt drastycznych scen, unaocznianie przeżyć specjalnie bolesnych i smutnych wywołać może wrażenie ponad miarę wytrzymałości dziecka.<a href="#_ftn4">[4]</a> Dlatego nie należy się chyba dziwić autorce ilustracji do „Zwierzoczłekoupiora”, iż nie dosłownie potraktowała świat przedstawiony w powieści. Jednocześnie sama lektura książki Konwickiego sprawia, że czytelnik nie zostaje zamknięty w sztucznym klimacie bezpieczeństwa. Sposób w jaki towarzyszą tekstowi ilustracje Danuty Konwickiej, przynosi dodatkowe informacje o bohaterze, daje bowiem w jakiś sposób poznać granice jego wrażliwości uczuciowej: widać, dzięki nim, w jaki sposób wytworzył się stosunek do problemów ludzkiej egzystencji; mianowicie to, że za ucieczką w Arkadię (sugerowaną przez sielski charakter obrazków) kryje się tak naprawdę niezgoda na nieuniknione oraz przerażająca u dziecka świadomość, że ucieczki tak naprawdę nie ma, że dzieciństwo jest tylko fantazją dorosłych, której bohater nigdy nie doświadczy, więc usiłuje sobie stworzyć substytut prawdziwego dzieciństwa, w którym tkwi również pragnienie niewinności, tak bardzo widoczne w rysunkach Danuty Konwickiej.</p>
<p>W ten sposób fundamentalne dla powieści zagadnienia zostają ponownie przed czytelnikiem otwarte, tym razem za sprawą ilustracji.</p>
<p>Bliższą perespektywę tych problemów przynosi książka M. Walisa  „ Wyraz i życie psychiczne”<a href="#_ftn5">[5]</a> .Autor zwraca w niej uwagę, że to, co w sztuce ma znaczenie czysto estetyczne w funkcji swej sprowadza się głównie do tego, iż poprzez owo znaczenie estetyczne wnikamy w psychikę przedstawionych w dziele postaci<a href="#_ftn6">[6]</a></p>
<p>W „Zwierzoczłekoupiorze” sprawa ta staje się nieco skomplikowana, bowiem tu warunkiem wstępnym do zrozumienia psychiki bohatera staje się umowny, symboliczny i aluzyjny charakter ilustracji. Tak jak w filmie niemi artyści grali z przesadą, aby nie spotkać się z brakiem zrozumienia,, tak tutaj sielankowy charakter ilustracji skonfrontowany z treścią i problematyką powieści, został wywołany w podobny sposób –za pomocą przejaskrawienia, w tym przypadku, naiwności i niewinności oraz dziecięcej wymowy tych obrazków. Powierzchowna interpretacja tych ilustracji da odczytanie niewłaściwe, zniekształcone. Dopiero towarzysząca mu głębsza refleksja, wsparta lekturą pozwoli dopatrzyć się pod sielskością tych obrazków, ogromnych pokładów smutku, cierpienia, współczucia i litości. Ten poziom interpretacji będzie jednak niedostępny dla najmłodszych. Nie dla nich jednak (chyba, że pod mądrym przewodnictwem dorosłych) adresowana jest powieść Konwickiego. Trzeba bowiem wiedzieć jak wytłumaczyć „dekoracyjny” charakter tych ilustracji, który skonfrontowany z niełatwą problematyką książki zmienia diametralnie ich charakter i wymowę. Problem ten dotyczy większości ilustrowanych książek dla dzieci i młodzieży. Dopóki ilustracja w książkach dla dzieci i młodzieży była jedynie ilustracją i niczym więcej -  problem ten nie  stanowił przedmiotu badań literaturoznawców. Obecnie większość z nas zdaje sobie sprawę, że dzięki ilustracjom w książkach  interpretację przedmiotu i słów można właściwie mnożyć w nieskończoność. Dzieje się tak za sprawą fundamentalnej zasady, którą stosuje prawie każdy współczesny plastyk, a którą zwięźle sformułował Paul Klee: „Sztuka nie odtwarza tego, co widoczne, ona czyni widocznym.”<a href="#_ftn7">[7]</a> Zasadzie tej podporządkowana jest również metafora rysunków Danuty Konwickiej, dzięki nim bowiem możliwe staje się angażowanie w treść utworu na poziomie symbolicznym.</p>
<p>Jak widać związki ilustracji z tekstem są w „Zwierzoczłekoupiorze” wielorakie. Tylko czytelnik dojrzały emocjonalnie jest w stanie je wszystkie wychwycić i odpowiednio zinterpretować. Chodzi tu bowiem nie tylko o skonkretyzowanie treści i wyrażenia jej za pomocą innego języka, ale o pewnego rodzaju zharmonizowanie tych czynników –obrazu i słowa- i takie ich wzajemne przeniknięcie, że czytelnik powinien ogarnąć je jednym wspólnym całościowym przeżyciem, towarzyszącym zwykle lekturze. Pod warunkiem, że jest to lektura świadoma, dojrzała i nastawiona na przeżycie, na odczuwanie i doświadczanie.</p>
<p>I takie chyba zadanie postawiła sobie za cel główny Danuta Konwicka jako współautorka „Zwierzoczłekoupiora”. Ilustratorka jest tu bowiem –w pełnym znaczeniu tego słowa- współtwórcą fabuły i wymowy powieści. Jej wyobraźnia, twórcza inwencja sprawiły, że zasadnicze treści utworu docierają do czytelnika ze zwielokrotnioną siłą, wnosząc jednocześnie do utworu specyficzne wartości, stanowiące jeszcze jeden klucz interpretacyjny tej wielopoziomowej powieści dla „niegrzecznych dzieci”.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<div>
<hr size="1" />
<div>
<p><a href="#_ftnref1">[1]</a> Por. F. Holeskovsky, „Wkład Biennale Ilustracji w Bratysławie do teorii ilustracji książki dla dziecka” [w]: „Nurty, konwencje, tematy. Materiały z międzynarodowej sesji naukowo-literackiej poświęconej współczesnej twórczości dla dzieci i młodzieży”, red. Naukowy K. Kuliczkowska, Warszawa 1983</p>
</div>
<div>
<p><a href="#_ftnref2">[2]</a> I. Słońska „Psychologiczne problemy ilustracji dla dzieci”, Warszawa 1977, s. 28-30</p>
</div>
<div>
<p><a href="#_ftnref3">[3]</a> J. Doroszewska, „W poszukiwaniu właściwej ilustracji dla dziecka”, Odrodzenie 1949, nr 7</p>
</div>
<div>
<p><a href="#_ftnref4">[4]</a> I. Słońska, „Psychologiczne problemy&#8230;”, op. cit., s.  88</p>
</div>
<div>
<p><a href="#_ftnref5">[5]</a> M. Walis, „Wyraz i życie psychiczne”, Wilno 1939</p>
</div>
<div>
<p><a href="#_ftnref6">[6]</a> Ibidem, s. 99</p>
</div>
<div>
<p><a href="#_ftnref7"></a></p>
<p>[7] P. Klee, „Theorie de l`art. moderne”, Paris 1963, s. 32</p>
</div>
</div>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://arteum.pl/blog/?feed=rss2&#038;p=467</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>&#8222;Prządki mądrości&#8221; &#8211; o kobiecej potrzebie samorozwoju</title>
		<link>http://arteum.pl/blog/?p=458</link>
		<comments>http://arteum.pl/blog/?p=458#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 13 Jan 2011 12:03:10 +0000</pubDate>
		<dc:creator>dw</dc:creator>
				<category><![CDATA[Psyche i soma]]></category>
		<category><![CDATA[buddyzm tybetański]]></category>
		<category><![CDATA[duchowość]]></category>
		<category><![CDATA[kobiety]]></category>
		<category><![CDATA[społeczeństwo]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://arteum.pl/blog/?p=458</guid>
		<description><![CDATA[Kiedyś, podczas lektury &#8222;Kobiet mądrości&#8221; Tsulrim Allione, uświadomiłam sobie, że historie kobiet tam opisane, właściwie ciągle się powtarzają. Mimo upływu czasu, kobiety, które starają się połączyć rozwój duchowy ze swoim zwykłym życiem, napotykają na te same problemy, które -uogólniając- można by uporządkować następująco: 1. bycie kobietą jest czymś &#8222;gorszym&#8221; od bycia mężczyzną 2. rozwój duchowy [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div id="attachment_459" class="wp-caption alignleft" style="width: 160px"><a href="http://arteum.pl/blog/wp-content/uploads/2011/01/ab003_LRG.jpg"><img class="size-thumbnail wp-image-459" title="&quot;Kobiety mądrości&quot; Tsultrim Allione " src="http://arteum.pl/blog/wp-content/uploads/2011/01/ab003_LRG-150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a><p class="wp-caption-text">&quot;Kobiety mądrości&quot; Tsultrim Allione </p></div>
<p>Kiedyś, podczas lektury &#8222;Kobiet mądrości&#8221; Tsulrim Allione, uświadomiłam sobie, że historie kobiet tam opisane, właściwie ciągle się powtarzają. Mimo upływu czasu, kobiety, które starają się połączyć rozwój duchowy ze swoim zwykłym życiem, napotykają na te same problemy, które -uogólniając- można by uporządkować następująco:<br />
1. bycie kobietą jest czymś &#8222;gorszym&#8221; od bycia mężczyzną<br />
2. rozwój duchowy kobiety jest &#8222;inny&#8221; od rozwoju duchowego mężczyzny<br />
3. bycie matką stoi w sprzeczności z pracą nad swoim rozwojem duchowym (ew., w najlepszym przypadku, &#8222;przeszkadza&#8221;)</p>
<p>Tych uwarunkowań w żaden sposób nie powinno się łączyć z postulatami feministycznymi, jest to bowiem, ze się tak wyrażę kolokwialnie &#8222;zupełnie inna bajka&#8221;. Chodzi tu raczej o fakt, że kobiety, jak by na to nie patrzeć, rzeczywiście potrzebują takiej ścieżki i nauk, które przemawiałyby do biologicznego poczucia siebie, jako kobiet, matek, opiekunek, itd. Jeśli bowiem nie zapadnie decyzja o bezdzietności, ogromną ilość czasu pochłania ciąża i wychowanie dzieci.</p>
<p>Wydaje mi się, ze nadal jest bardzo niewiele takich nauk, które pomagałyby kobietom łączyć praktykę duchową z rytmami swojego życia. Nauk, które byłyby prawdziwie pomocne w radzeniu sobie w pozytywny sposób ze związkami i wychowywaniem dzieci.<br />
Tsulrim Allione jest jedną z niewielu osób, których życie jest dla mnie dowodem na to, że można okres wychowywania dzieci postrzegać jako nieustanny atak na własne samolubstwo i -tym samym- nieprzerwany sprawdzian, czy rzeczywiście jesteśmy – jak to podają nauki buddyjskie- w stanie wyzwolić wszystkie czujące istoty wcześniej, niż samych siebie. Nigdy jednak nie słyszałam o nauczycielu duchowym- mężczyźnie, który omawiałby te możliwości. Oczywiście, te doświadczenia spadają zwykle na kobiety, jednakże trudności, na które napotykają kobiety od setek, tysięcy nawet lat, sprawiły chyba, że tak często można usłyszeć z ust mężczyzn, że ich partnerka &#8222;nic nie robi&#8221;. &#8222;Nic nie robi&#8221; czyli, że gotuje, sprząta, robi zakupy, wychowuje dzieci, tworzy rodzinną atmosferę, dba o dom, udziela emocjonalnego wsparcie, itd. Patriarchalny system wartości docenia sekretarkę , bo &#8222;coś robi&#8221; ale nie kobietę, która &#8222;tylko &#8221; wychowuje dzieci i opiekuje się domem.</p>
<p>Dzięki książce Tsulrim Allione i kobietom, które spotkałam na swojej drodze, zrozumiałam, że ścieżka rozwoju duchowego kobiety &#8211; matki i opiekunki-  powinna odzyskać swoje znaczenie, a kobiety, które chcą nią podążać, powinny strać się za wszelką cenę odnaleźć powiązania pomiędzy swoim życiem, a naukami. Być może istnieją ogromne, niewykorzystane zasoby unieruchomionej duchowości, gdyż przez ostatnich kilka tysięcy lat tę duchowość wyznaczali głównie mężczyźni, którzy wewnętrzny rozwój wiązali z oddzieleniem od natury i od wszystkiego, co ona reprezentuje w kategoriach narodzin, śmierci, dzieci, itd.</p>
<p>Coś w tym jest, ze kobieta jako &#8222;inna&#8221; , będzie zawsze gorzej od mężczyzn postrzegana w świetle kultury i wartości patriarchalnych, bez względu na to, czy będzie chciała zajmować się domem, zarabiać jako przedstawiciel handlowy, sekretarka, czy mistrz kick-boxingu. Wg mnie te utrudnienia (o których wspomina np. Tsulrim Allione) są &#8222;dziedzictwem&#8221; długowiecznej tradycji i pielęgnowaniu wartości typowo &#8222;patriarchalnych&#8221;, które wpłynęły na tradycyjne postrzeganie miejsca i roli kobiety, obojętnie ,czy chodzi o życie, kulturę, czy religię.</p>
<p>Truizmem niemal jest stwierdzanie, że do równouprawnienia jeszcze nam daleko&#8230; i teraz to już nie ze względów prawnych, a mentalnych właśnie. Mentalność jest trudniej zmienić, niż prawo.</p>
<p>Zresztą &#8222;równouprawnienie&#8221; nie jest dobrym słowem na określenie pewnych uwarunkowań i współzależności. O &#8222;równouproawnienie&#8221; walczą feministki, ale mnie się to wydaje nieporozumieniem. Kobiety są &#8222;inne&#8221; i z tej &#8222;inności &#8221; powinny się nauczyć czerpać siłę, a nie upodabniać do mężczyzn, bo jest to po prostu niemożliwe. Dlaczego nie ma nauk i praktyk duchowych, które pomogłyby rozwijać kobietom te cechy ich natury, które są im bliskie, a które często są postrzegane, zupełnie bezzasadnie, jako &#8222;gorsze&#8221; . Buddyzm jest zwykle postrzegany jako mniej patriarchalny od religii teistycznych, chociażby dlatego, ze nie posiada wizerunku Boga-Ojca i uczy pracy z własnym umysłem, niezależnie od płci. Jednakże w książce &#8222;Mądrość kobiety&#8221; znalazłam wiele przejmujących dowodów na to, że przez wieki utrwalała się pewna społeczna rola kobiety, stająca niżej w hierarchii od roli mężczyzny, a tym samym utrwalało się przekonanie, ze ciało mężczyzny jest idealną formą do praktykowania. W tej książce jest np. przytoczona taka historia: ciotka Buddy, Mahapradżipati zwróciła się do niego z prośbą, aby kobiety zostały dopuszczone do buddyjskiego zakonu, do sanghi, Budda odmówił, wtedy kobiety ogoliły sobie głowy i udały się do innego miasta, gdzie-po wstawiennictwie mnicha Anandy- przyjęto je w końcu do zakonu, pod warunkiem, że złożą dodatkowych osiem ślubowań. Z drugiej strony, aby uchronić mniszki przed wyzyskiem ze strony mnichów, Budda nakazał, aby nie wymagano od nich szycia, barwienia, ani tkania dla mnichów. Mnisi nie mogli również zabierać dla siebie darów składanych mniszkom (!) Wydaje się, że te kontrowersyjne opowieści (do dziś podobno trwają spory o ich autentyczność) są dobrym odzwierciedleniem pewnego rodzaju rozdarcia, które widoczne jest chyba w każdej religii: z jednej strony uważa się, ze kobieta i mężczyzna są równi pod względem swoich potencjalnych możliwości duchowego rozwoju, z drugiej zaś w większości kultur idea kobiet, podejmujących życie religijne zagrażała społecznej stabilności (z góry bowiem uważano, ze kobiety porzucą na rzecz religii życie rodzinne, rodzenie i wychowanie dzieci, itd.). Czyli istniała cały czas jakaś szczelina, rozdarcie, w którym kobiety starały się rozwijać mimo sprzeciwów, mimo braku jasnych wskazówek, braku nauk i stosownych praktyk. Zastanawia mnie fakt, dlaczego tak długo to trwa?</p>
<p>Może uproszczę nieco te swoje dywagacje. Chciałabym się dowiedzieć, czy moje przypuszczenia , ze w tym świecie to zwykle kobiety się wspierają ma sens i czy ma to jakiś związek z tradycyjnie postrzeganą rolą kobiety w kulturze i społeczeństwie. Chciałabym się też dowiedzieć, czy tylko ja mam problemy z połączeniem pracy, wychowania dziecka i prowadzenia domu z czymś, co ostrożnie nazwałabym pracą nad swoim wewnętrznym rozwojem. Nie żądam wiele: paru chwil w ciągu dnia tylko dla siebie, paru dni od czasu do czasu tylko dla siebie, żeby móc wyjść trochę dalej, poza słuchanie radosnego szczebiotu, sprawdzanie listy zakupów, odbieranie telefonów, wędrówki po lekarzach i pilnowanie terminów swoich prac zleconych&#8230;</p>
<p>Faktem jest, ze kobiety, które decydują się na założenie rodziny muszą nauczyć się inaczej funkcjonować i tu właśnie rodzi się pytanie: czy można funkcjonować w obrębie rodziny tak, aby sens poświęcania swojego czasu na jej rzecz był doceniony, albo przynajmniej zrozumiany? Wg mnie ciągle panuje stereotyp, ze kobieta musi to robić nieustannie ( tzn. poświęcać się dla rodziny i jeśli tego nie robi, jest za to nagminnie ganiona), natomiast mężczyzna &#8222;może&#8221; to robić od czasu do czasu i wtedy jest to odczytywane jako wielki gest z jego strony.</p>
<p>Niestety, płacz dziecka, które ma zapalenie ucha istnieje bardzo realnie. Tu akurat żadne intelektualne rozważania nie pomogą &#8211; trzeba zadziałać konkretnie, pomóc dziecku. Gorzej jeśli tych sytuacji zaczyna się nagle robić bardzo wiele, a rodzina uważa, ze twoim obowiązkiem jest sobie po prostu z nimi radzić.  Ilu z Was, panowie, dzieli się uczciwie obowiązkami z resztą rodziny, a nie zdaje na żonę, mamę, partnerkę, siostrę, itd.?<br />
Niestety, stereotypy są stare jak świat i wcale nie jest łatwo z nich wyjść.</p>
<p>W podobnym duchu wypowiada się także Khandro Rinpocze, inna</p>
<div id="attachment_460" class="wp-caption alignright" style="width: 160px"><a href="http://arteum.pl/blog/wp-content/uploads/2011/01/JetsunKhandroRinpoche_dblok2008.jpg"><img class="size-thumbnail wp-image-460" title="Khandro Rinpocze" src="http://arteum.pl/blog/wp-content/uploads/2011/01/JetsunKhandroRinpoche_dblok2008-150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a><p class="wp-caption-text">Khandro Rinpocze</p></div>
<p>buddyjska nauczycielka, która mówi tak : „Osobiście uważam, że niektóre bardzo mocne hasła feministek nie są konieczne&#8230; Jednak w pełni podzielam ich postulaty dotyczące wykształcenia i dostępu do wiedzy. Dobre wykształcenie to podstawa wszelkich zmian. Ważna jest także swoboda wyznania i możliwość praktyki religijnej. Niektórzy sądzą, że takie poglądy wiążą się z feministycznym punktem widzenia. Ale i tak trzeba mówić o tym na głos. Poza tym myślę, że w dużej mierze zależy to od samych kobiet, od ich świadomości tego, co im się należy. Jestem o tym przekonana. Nikt nie da ci należnych praw, jeśli nie postarasz się o nie .”</p>
<p>Rozumiem to doskonale. Zastanawia mnie jedynie, dlaczego, skoro już większość (chyba większość) populacji na świecie przyjmuje, ze kobieta może być skoczkiem spadochronowym, uprawiać sporty ekstremalne, itd., nadal tak niewielu mężczyzn stać na pewnego rodzaju elastyczność przy przejmowaniu &#8222;kobiecych&#8221; ról. Rozumiem, że mężczyzna nie jest w stanie wykarmić noworodka, z przyczyn naturalnych (do tego właśnie natura stworzyła u kobiet odpowiednie warunki fizyczne), ale jak wielu ojców wie np., że na wspomniane zapalenie ucha pomagają SUCHE, ciepłe okłady i czym się różni Ibuprofen od Panadolu? Ilu z nich potrafi podać małemu dziecku, lekarstwo, podczas gdy kobieta MUSI umieć to zrobić. Mam wrażenie, ze po prostu mężczyźni z ulgą zwyczajowo &#8222;zepchnęli&#8221; część funkcji na kobiety, a w utrzymaniu tego statusu pomaga właśnie tradycja i kultura podtrzymująca pewne stereotypy. Na mocy tej właśnie tradycji i kultury to kobietom -tłumaczkom przypadają zwykle do tłumaczenia teksty humanistyczne, zaś mężczyzną &#8211; techniczne. Według mnie męska część populacji skutecznie ogranicza swoją wszechstronność i elastyczność, przy podejmowaniu różnych wyzwań życiowych, dlatego, ze &#8222;przenosi&#8221; zwyczajowo np. obowiązek zajęcia się chorym dzieckiem wyłącznie na matkę. To z kolei ogranicza swobodę kobiet w dysponowaniu własnym czasem, gdyż &#8222;zwyczajowo&#8221; musi go ona więcej poświecić na rzecz rodziny (pomijam początkowy moment, zaraz po narodzinach dziecka, kiedy wiadomo, że to kobieta &#8211; z przyczyn typowo biologicznych &#8211; ponosi wszystkie koszta związane z odchowaniem dziecka). Spotkałam wielu mężczyzn, którzy mówili o równouprawnieniu i o tym, że kochają swoje kobiety, ale nie potrafili &#8222;uwolnić&#8221; tych kobiet od większości codziennych problemów, związanych z prowadzeniem domu, wychowaniem dzieci, itd. Wszystko to moim zdaniem odbywa się właśnie w ramach funkcjonowania pewnych stereotypów społecznych, kulturowych,  którym ulegamy bezwiednie. I nie chodzi tu wcale o to, ze kobieta ma &#8222;dla zasady&#8221; przybijać gwoździe, a mężczyzna gotować obiad &#8211; chodzi o to, aby w ramach wzajemnego szacunku obydwoje potrafili sobie w tych czynnościach pomagać, a więc też &#8211; w razie potrzeby-zastępować.</p>
<p>Opisany przeze mnie powyżej układ jest właśnie &#8222;sytuacją, z którą należy pracować&#8221; .Wtedy zrobi sie więcej miejsca dla obydwojga partnerów i nikt też nie będzie miał pretensji do kobiety, że &#8222;porzuca&#8221; rodzinę i robi egoistycznie &#8222;coś dla siebie&#8221;.</p>
<p>Inną sprawą jest natomiast to, że nie ma (lub jest bardzo niewiele) takich książek, nauk, praktyk, które pomagałyby kobietom &#8222;odnajdować&#8221; swoje miejsce i równowagę pomiędzy życiem rodzinnym, zawodowym, a tym, co chcą robić w imię własnego rozwoju. To, co się dzieje w tej chwili w ramach społeczno-kulturowych zawirowań, jest spowodowane głownie działalnością ruchów feministycznych, co nie do końca wydaje mi się słuszne, gdyż służy przede wszystkim zanegowaniu istniejącego obecnie podziału na &#8222;męskie&#8221; i &#8222;kobiece&#8221; i odwróceniu go. To nie jest poszukiwanie równowagi i możliwości &#8222;uzupełniania się&#8221;, czy &#8222;wzbogacania&#8221; o to, co męskie, czy kobiece.</p>
<p>Znajomy opowiadał mi taką historie która sie wydarzyła naprawdę. On wraz z przyjaciółmi zwiedzali klasztor benedyktynów i w pewnym momencie jeden z nich zażartował do opata: „Pięknie tu macie. Tak spokojnie. Jak mi sie znudzi życie to do was przyjdę.” Na co opat odpowiedział : „Wiesz żeby tu przyjść musisz naprawdę mocno kochać życie i świat”.</p>
<p>W odniesieniu do współczesnych kobiet można by to chyba opowiedzieć tak, że matka, która na parę godzin dziennie podrzuca swoje dziecko do opieki innym, by zająć się swoją praktyką, robi to właśnie z miłości do tych dzieci. Jeśli ktoś jej rzuca kłody pod nogi, że &#8222;nie powinna&#8221; tak robić, bo &#8222;dzieci są najważniejsze&#8221;, albo ze &#8222;powinna&#8221; się zająć w tym czasie np. zarabianiem pieniędzy &#8211; po prostu nie jest w stanie tego zrozumieć.<br />
A znam, niestety, takie sytuacje (niekoniecznie z autopsji, ale z bardzo bliska).Według mnie są one ściśle powiązane właśnie ze stereotypowym postrzeganiem funkcji kobiety w społeczeństwie i rodzinie. Walka z nimi, to ciężka praca na ugorze.</p>
<p>Wspomniana Tsultrim Allione, zwróciła ślubowania po trzech i pół roku bycia mniszką, gdyż takie było jej wewnętrzne odczucie (pojawiały się nieustanne myśli o urodzeniu dziecka i posiadaniu rodziny, itp). Nie wpłynęło to w niczym na dalsze działania przez nią podejmowane: nadal studiowała nauki buddyjskie, uczyła się języka tybetańskiego, prowadziła kursy dla początkujących i przygotowywała do druku kolejne książki poświęcone tematyce buddyjskiej, pracowała na rzecz swojego klasztoru i organizacji wspierających Tybet &#8211; czyli robiła to samo, co przed zwróceniem ślubowań. Jeśli ślubowania stoją w sprzeczności z pragnieniem posiadania rodziny &#8211; to należy je zwrócić, gdyż tego wymaga tradycja. Natomiast znamienne jest to, co przy tej okazji powiedział Tsultrim Allione jej nauczyciel &#8211; Abo Rinpocze (sam ma czwórkę dzieci i żonę): &#8221; Wszystkie mniszki powinny mieć dzieci&#8221;. Można to rozumieć oczywiście na wiele różnych sposobów, ale wydaje mi się, ze każdy z nas wyraźnie czuje, czy to ,co robi stoi w sprzeczności z jego własnymi odczuciami, czy nie. Tradycję należy uszanować, ale też nie dać się jej &#8222;zubożyć&#8221;, &#8222;ograniczyć&#8221; przez ślepe naśladowanie. To są wskazówki, nie -dyrektywy do wykonania. Sadzę, że i Tsultrim Allione w swoim postępowaniu ( czyli utrzymaniu ślubowań w &#8222;świeckim wymiarze&#8221;) i Abo Rinpocze w swoich słowach &#8211; to właśnie mieli na myśli.</p>
<p>Warto też w tym miejscu wspomnieć postać Maczik Labrdyn, która odchowała kilkoro dzieci, a była jednym z największych joginów/ joginek Tybetu.</p>
<blockquote><p>Jeśli patrzy się na zjawiska bez przywiązania<br />
Nie postrzega się ni mężczyzny ni kobiety.<br />
Jednak by ujarzmić oślepionych pożądaniem<br />
Uczy się o „kobiecie” i „mężczyźnie”.</p></blockquote>
<p>Rozumiem, że na pewnym poziomie wszelkie te dualistyczne podziały znikają, ale uważam, że na poziomie życia codziennego, z którego zwykle rozpoczynamy swoją pracę nad sobą &#8211; poznanie i zgłębienie tych różnic może być impulsem do dalszego rozwoju, może być czymś bardzo twórczym i inspirującym. Takich nauk jednak nie ma, a zainicjowanie ich to ciężka praca, zważywszy, że trzeba zaczynać praktycznie od podstaw, gdyż ze względu na układ stosunków społecznych w starożytnym Tybecie powstało takie a nie inne &#8222;dziedzictwo&#8221; kulturowe.</p>
<p>Trochę inaczej ukształtował się ten przekaz w odniesieniu do kobiet w kulturze japońskiej, jednakże nie czuje sie na siłach dokonać tu analizy &#8222;komparatystycznej&#8221; obu tradycji i kultur.</p>
<p>Wracając do naszego podwórka, nie, wystarczy, ze mężczyzna od czasu do czasu da szansę swojej partnerce na rozwój (jakikolwiek &#8211; zawodowy, naukowy, czy &#8222;duchowy&#8221; właśnie) i że kobiety same poszukają stosownych dla siebie środków na odnalezienie tej równowagi między pracą na rzecz rodziny (załóżmy, że z przyczyn czysto biologicznych muszą tej rodzinie poświęcić więcej czasu, niż mężczyźni), pracą zawodowa, a pracą dla siebie&#8230; Potrzebna jest jeszcze świadomość, po co się robi tego typu rzeczy. To smutne, ze większość kobiet zaczyna uczestniczyć w różnych kursach, szkoleniach, organizacjach &#8211; jednym słowem, robić to, na co mają ochotę, dopiero wtedy, gdy już &#8222;odchowają &#8222;dzieci i &#8222;dorobią się&#8221; tytułów naukowych, czy majątku&#8230;.najbardziej smutne w tym wszystkim jest jednak to, że dla wielu ludzi jest to &#8222;normalne&#8221; (&#8222;Życie kobiety to poród, wieloletnie wychowywanie dzieci, które w tym czasie są dla niej wszystkim. Ledwie je wychowa to pojawia się menopauza i zwykle spadek chęci oraz aktywności&#8221;).</p>
<p>W takim razie, ja tak nie chce. Nie chcę też być &#8222;wyjątkiem&#8221;. I uważam, że sposobów, żeby ten smutny stan rzeczy zmienić &#8211; jest wiele&#8230;</p>
<div id="attachment_461" class="wp-caption alignleft" style="width: 160px"><a href="http://arteum.pl/blog/wp-content/uploads/2011/01/cache.php_.jpg"><img class="size-thumbnail wp-image-461" title="Anne Bancroft, &quot;Prządki mądrości&quot;" src="http://arteum.pl/blog/wp-content/uploads/2011/01/cache.php_-150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a><p class="wp-caption-text">Anne Bancroft, &quot;Prządki mądrości&quot;</p></div>
<p>Jest taka książka Anne Bancroft &#8222;Prządki mądrości&#8221; o najsłynniejszych &#8222;poszukiwaczkach prawdy&#8221; XX wieku. Bancroft  napisała również podobną książkę o mistykach XX wieku, pt.  &#8221;Współcześni mistycy i mędrcy&#8221;.<br />
Z opisu &#8222;Prządków mądrości&#8221;:</p>
<p><em>Autorka przedstawia sylwetki piętnastu niezwykłych kobiet, które bez względu na światopogląd,  czy wyznawaną religię łączy usilne dążenie do poszukiwania prawdy &#8216;leżącej poza tym, co zwyczajne&#8217;, poza czasem i przestrzenią, nadającej ludzkiemu istnieniu inny, głębszy wymiar. Są wśród nich wybitne myślicielki związane z tradycją chrześcijańską (Evelyn Underhill, Simone Weil), przedstawicielki różnych szkół buddyzmu (Ayya Khema, Danette Choi, Toni Packer), hinduizmu (Dadi Janki, Anandamayi Ma) i sufizmu (Irina Tweedie), artystki (Meinrad Craighead, Kathleen Rainer) oraz lekarki (Marion Milner, Elisabeth Kubler-Ross). Niezależnie od tego, co było źródłem ich rozwoju duchowego &#8211; modlitwa, kontemplacja, intelektualne dociekania, wrażliwość na piękno, kontakt z przyroda, czy nawet ze śmiercią &#8211; kobiety te cechuje na ogół naturalna łatwość obcowania z własnym wnętrzem, otwartość umysłu pozwalająca nawiązać głęboką łączność z otaczającym światem, a co więcej, umiejętność przekazania swych doświadczeń innym ludziom.</em></p>
<div id="attachment_462" class="wp-caption alignleft" style="width: 160px"><a href="http://arteum.pl/blog/wp-content/uploads/2011/01/elisabeth-kuebler-ross.jpg"><img class="size-thumbnail wp-image-462" title="Elisabeth Kuebler-Ross" src="http://arteum.pl/blog/wp-content/uploads/2011/01/elisabeth-kuebler-ross-150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a><p class="wp-caption-text">Elisabeth Kuebler-Ross</p></div>
<p>Ze znanych kobiet, które zajmowały się szeroką pojętą duchowością należałoby jeszcze wymienić Dion Fortune (okultyzm) i Helene Blavatsky (teozofia) oraz Elisabeth Kubler-Ross</p>
<p>Nie znam dokładnie biografii i sylwetki tej ostatniej, ale wydaje mi się kimś naprawdę niezwykłym, bowiem, jako jedna z niewielu pracuje świadomie z umierającymi ludźmi w sposób, nazwijmy to, świecki (być może korzysta z różnych praktyk i tradycji, ale ja o tym nie wiem). I jako jedna z nielicznych osób w sposób mądry, świadomy (i bez egzaltacji, a zarazem niedomówień częstych w tym temacie) opisuje pracę z własnym wyobrażeniem śmierci&#8230;Właściwie, oprócz niej, nie znam nikogo, kto się tym tematem zajmuje szerzej, a jednocześnie w sposób bardzo przystępny&#8230;</p>
<p>Tytuły jej książek też wiele mówią o jej pracy:<br />
&#8222;Rozmowy o śmierci i umieraniu&#8221;<br />
&#8222;Koło życia&#8221;<br />
&#8222;Życiodajna śmierć&#8221;</p>
<p>Szczególnie ten ostatni tytuł wiele mówi o podejściu autorki do tematu i o tym, co ze swoich doświadczeń chce w nas zaszczepić.<br />
Gorąco wszystkim polecam lekturę (nawet we fragmentach) tych książek. Mogą być świetną inspiracją dla osób, które czują, że potrzebują zrobić coś w imię własnego samorozwoju.</p>
<p>Wracając do problemu „kobiety a ich rozwój duchowy we współczesnym świecie”. Problemem jest rzucanie kłód pod nogi tym kobietom, które chciałyby wyjść poza wąski schemat zachowań prorodzinnych. Głównym problemem jest tu właściwie brak czasu, ale to da się rozwiązać, jeśli obok jest ktoś, kto rozumie te potrzeby i od czasu do czasu np. &#8222;zwolni&#8221; partnerkę od &#8222;domowych obowiązków&#8221;. Oczywiście, że nie urodzi i nie &#8222;odchowa&#8221; za nią dziecka, ale to są sytuacje wyjątkowe i -dodajmy- przejściowe (trwają góra ok 2 lata, a zwykle mniej). Natomiast nie widzę powodu, dla którego mężczyzna nie może prowadzić domu jak kobieta. Wszystkiego można się w życiu nauczyć (w miarę możliwości, oczywiście). O &#8222;dobrym&#8221; prowadzeniu domu nie decyduje wybitna wiedza, mądrość, odwaga, siła fizyczna &#8211; tylko zwykła ludzka pracowitość i dobra wola. Jeśli je masz &#8211; pomożesz bez ociągania swojej partnerce. Jeśli nie- będziesz uparcie trwał przy zdaniu, ze kobiety prowadzą dom &#8222;lepiej&#8221; od mężczyzn.</p>
<p>Wystąpienia feministek tylko pogorszyły tę sytuację, według mnie, gdyż za zmianami zewnętrznymi (równouprawnienie, prawo do pracy, bierne i czynne prawo wyborcze) nie poszły zmiany wewnętrzne. Wielowiekowa tradycyjna rola kobiety -matki, opiekunki, patronki domowego ogniska stała się trudna do pogodzenia z innymi, które również trzeba wypełniać (mamy przecież równouprawnienie).Nie jestem zwolennikiem polityki UPR-owskiej, która chce &#8222;odciążyć&#8221; kobiety i &#8222;wyzwolić &#8221; z &#8222;obowiązku&#8221; pracy zawodowej. Uważam, ze możliwa jest prawdziwa współpraca w rodzinie między kobietą i mężczyzną, współpraca, która obydwu stronom daje satysfakcję i przynosi wszechstronny rozwój. Co prawda, łamie ona wszelkie stereotypowe wyobrażenia, zarówno te tradycyjne, jak i nowoczesne &#8211; feministyczne (facet do garów, kobieta na dyrektora), ale jest -mimo wszystko- możliwa do realizacji. Problemem jest tu tylko kto i dlaczego tego nie chce.</p>
<p>Dodatkowym problemem jest tu fakt, że matryce, którymi obraca nasz umysł są tak silnie zakodowane w dzieciństwie, że dochodzimy w którymś momencie do tego oto psychologicznego paradoksu, iż -mimo powstania sprzyjających warunków- okazuje się, ze to wewnętrzne zmiany, w nas samych są tak naprawdę najtrudniejsze do przeprowadzenia. Znam kobiety, które nie poradziły sobie tylko &#8222;wewnętrznie&#8221; ze stereotypami i mitami, jakimi żywiono ich psychikę od najwcześniejszych lat i stłamszone poczuciem winy poddały się, zaniechały robienia czegokolwiek dla siebie, odkładając to na czasy -jak mówią- &#8222;gdy dzieci już podrosną&#8221;, itd.</p>
<p>Tutaj upatruję rolę dla innych kobiet, które były na tyle mądre, dojrzałe i wytrwałe, że nic nie stanowiło dla nich przeszkody w pracy nad sobą&#8230;Osiągnęły to, co chciały: swobodę wyboru, wykształcenie, umiejętności, możliwość pracy nie tylko dla innych, ale również &#8222;tylko&#8221; dla siebie.</p>
<p>Jeśli ktoś uważa to za egoizm to jest to egoizm bardzo zdrowy, naprawdę.</p>
<p>Trzeba być bardzo krótkowzrocznym, by nie zauważać, ze pracując &#8222;tylko&#8221; dla siebie, w gruncie rzeczy robimy to również &#8222;dla innych&#8221;. Ponieważ ja bardzo późno to zrozumiałam, zawsze ciągnęło mnie do kobiet, które te sprawy już sobie poukładały w życiu i świetnie funkcjonowały, zarówno jako matki, żony, gospodynie domowe, pracownice, jak i instruktorki tańca, jogi, tai-chi, witrażystki, malarki&#8230; Rzekłabym, że jest to nawet pewną regułą, że kobiety, które nie maja żadnych oporów przed rozwijaniem swojej pasji, czy swoich &#8222;duchowych&#8221; potrzeb, funkcjonują o niebo lepiej od tych, które z uporem maniaka, najlepiej jak potrafią. samodzielnie i samotnie starają się połączyć wszystkie obowiązki rodzinne z zawodowymi&#8230;A wszystko to w imię źle pojętego obowiązku, czy poszanowania tradycji.</p>
<p>W czasach, kiedy żył Budda Siakjamuni, kobiety cieszyły się w Indiach stosunkowo dużą swobodą. Uczestniczyły w życiu społecznym, a nawet religijnym. Były szanowane i kochane. Dopiero w późniejszych czasach pozbawiano je stopniowo wolności (źródło :&#8221;Sto kluczy zen&#8221; Claud Durix).</p>
<p>W czasach Dogena, kobiety w Japonii były zepchnięte już niemal na sam dół drabiny społecznej, toteż Dogen wywołał niemały skandal, otwierając przed kobietami salę do medytacji w swej świątyni w Kosho-ji w Uj pod Kioto. Fakt, że w ten sposób zrównał on kobietę i mężczyznę w obliczu religii, stało się powodem wielu gwałtownych wystąpień wobec niego i z tego też powodu Dogen musiał schronić się w górach (&#8222;Sto kluczy zen&#8221;).</p>
<p>Wszystkie te wydarzenia przemawiające za tym, że kobiety mają do czegoś prawo lub nie &#8211; zmierzają chyba w trochę niebezpieczną stronę udowodnienia tezy, postawionej kiedyś dowcipnie przez pewnego humorystę: &#8222;Człowiek to termin ogólny, obejmujący także kobiety&#8221;. Dlaczego więc w ogóle to robimy?</p>
<div id="attachment_463" class="wp-caption alignleft" style="width: 160px"><a href="http://arteum.pl/blog/wp-content/uploads/2011/01/220px-Dogen.jpg"><img class="size-thumbnail wp-image-463" title="Dogen Zenji" src="http://arteum.pl/blog/wp-content/uploads/2011/01/220px-Dogen-150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a><p class="wp-caption-text">Dogen Zenji</p></div>
<p>Słowami, które najlepiej oddają paradoks tych rozważań są słowa Dogena właśnie:<br />
&#8222;Z jakich powodów, mężczyzna miałby być lepszy od kobiety? Uzyskanie Dharmy winno być szanowane tak samo u kobiet, jak i mężczyzn. Nie zwracajcie uwagi na płeć. Oto cudowne prawo zen. Najgłupszym aspektem myśli ludzkiej jest patrzenie na kobitę przez pryzmat przesądu i traktowanie jej jako obiektu rozpusty. Nie jest to godne wyznawcy Buddy. Jeśli unika się kobiet, ponieważ powodują pożądanie, czy nie należy także unikać wszystkich ludzi? (&#8230;) Czasami popełnia się czyn nieczystości z powodu odbicia w wodzie, czasami z powodu słońca, z powodu Bogów, z powodu demonów: nie sposób wyliczyć tu wszystkich przyczyn. Mówi się, że jest ich 84 tysiące. Czy należy to wszystko porzucić? Czy nie należy tego zobaczyć?&#8221; ( &#8222;Shobogenzo&#8221;).</p>
<p>Zaś jeśli chodzi o osobę nauczycieli duchowych, to chodziło mi w gruncie rzeczy o to samo, o czym właśnie pisał Dogen: &#8222;Prawdziwy mistrz jest &#8222;poza&#8221; płcią. Istota prawdziwego szacunku leży poza płcią i poza wiekiem&#8221;.</p>
<p>Co nie zmienia oczywiście faktu, że moje osobiste doświadczenia i -wynikające z nich- potrzeby pchają mnie w chwili obecnej do szukania wsparcia, wiedzy i doświadczenia u kobiet, nie u mężczyzn. Podczas tych poszukiwań (tak to nazwijmy) zauważyłam podobną prawidłowość, o której pisała Tsurlim Alione &#8211; że jest niewiele kobiet, które oprócz zajmowania się domem, pracą zawodową i rodziną robią, oprócz tego, coś &#8216;&#8221;ponad to&#8221; w życiu..tak jakby ugrzęzły w tej samej rozpadlinie społeczno-obyczajowo-kulturowej, co za czasów Dogena&#8230;</p>
<p>Japońskie moralista Kaibra Ekiken pisał w XVIII w: &#8222;Pięcioma najcięższymi chorobami kobiecej duszy jest: nieposłuszeństwo, zły humor, obmowa, zazdrość, głupota. Te pięć dotyka siedem lub osiem kobiet na dziesięć i jest dowodem niższości kobiety w stosunku do mężczyzny(&#8230;). Kobieta jest jak cień: to stworzenie bierne&#8230;&#8221; Itd.</p>
<p>Jest wiele osób (zarówno kobiet, jak i mężczyzn), w których te przekonania w takiej lub innej formie żyją cały czas.</p>
<p>Czy ten sztuczny twór, zmierzający do dualistycznego podziału świata pt. &#8222;męskie/żeńskie&#8221; jest jednak nie tylko moją własną fantasmagorią, ale czyż nie ulegamy temu podziałowi wszyscy?  Z jednej strony &#8211; to oczywiste: kobiety od zawsze rodziły dzieci, zaś mężczyźni polowali na mamuty (teraz na toyoty). Z drugiej jednak strony &#8211; co, jeśli ten podział przesłoni uniwersalne przesłanie buddyjskich i innych duchowych nauk? Czy jesteśmy na tyle świadomi, uważni, mądrzy, by rozumieć w jaki sposób ów podział pojawia się i znika? I co jest poza nim?</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://arteum.pl/blog/?feed=rss2&#038;p=458</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Poszukiwany dom dla kota</title>
		<link>http://arteum.pl/blog/?p=453</link>
		<comments>http://arteum.pl/blog/?p=453#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 10 Dec 2010 12:22:23 +0000</pubDate>
		<dc:creator>dw</dc:creator>
				<category><![CDATA[Ogłoszenia]]></category>
		<category><![CDATA[kot]]></category>
		<category><![CDATA[koty]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://arteum.pl/blog/?p=453</guid>
		<description><![CDATA[Witam wszystkich kociarzy i przyszłych kociarzy! Czy znalazłby się ktoś o dobrym sercu z Łodzi i okolic Łodzi, kto byłby skłonny zapewnić dom dwóm ślicznym, bardzo ufnym i przyjacielskim kotom: Kot nr 1 &#8211; to dorosły kot (wysterylizowany), bardzo miły, ufny, jego zachowanie świadczy, że kiedyś był w domu, bo przymila się do wszystkich i [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Witam wszystkich kociarzy i przyszłych kociarzy!<br />
Czy  znalazłby się ktoś o dobrym sercu z Łodzi i okolic Łodzi, kto byłby  skłonny zapewnić dom dwóm ślicznym, bardzo ufnym i przyjacielskim kotom:</p>
<div id="attachment_455" class="wp-caption alignleft" style="width: 160px"><a href="http://arteum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/12/kotzdjcie00301.jpg"><img class="size-thumbnail wp-image-455" title="Kocurek" src="http://arteum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/12/kotzdjcie00301-150x138.jpg" alt="Kocurek" width="150" height="138" /></a><p class="wp-caption-text">Kocurek</p></div>
<p>Kot nr 1 &#8211; to dorosły kot (wysterylizowany), bardzo miły, ufny, jego  zachowanie świadczy, że kiedyś był w domu, bo przymila się do wszystkich  i bardzo chce dostać się do mieszkania.</p>
<p>Kot nr 2 &#8211; ma ok. 10 miesięcy, kotka, bardzo miła, ufna, uwielbia pieszczoty (nie sterylizowana)</p>
<div id="attachment_456" class="wp-caption alignright" style="width: 160px"><a href="http://arteum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/12/kotkasz2.jpg"><img class="size-thumbnail wp-image-456" title="Koteczka" src="http://arteum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/12/kotkasz2-150x150.jpg" alt="Koteczka" width="150" height="150" /></a><p class="wp-caption-text">Koteczka</p></div>
<p>Przy kocie nie ma zbyt dużo roboty: kuwetę sprząta się raz, góra dwa  razy dziennie, karmi się też raz lub dwa razy dziennie (zależy od  apetytu); kota można zostawić samego w domu z miseczka wody i jedzenia  do około trzech dni, a jeśli znajdziemy kogoś do wymiany wody, podawania  pokarmu i czyszczenia kuwety, to nawet i dwa tygodnie &#8211; koty tęsknią,  ale potrafią sobie poradzić z tym uczuciem. Do tego odrobaczanie raz na  trzy miesiące (koszt ok. 10 zł) i szczepienia raz w roku (koszt ok 60-70  zł). No i mnóstwo pieszczot, głaskania po brzuszku, itp</p>
<p>Obydwa koty dostaną wyprawkę: karmę, smycz z szeleczkami, akcesoria do pielęgnacji &#8211; być może uda się im założyć książeczkę zdrowia, zaszczepić i odrobaczyć.</p>
<p>Gdyby znalazł się ktoś chętny spoza Łodzi, dowiozę koty/kota na miejsce.</p>
<p>Zainteresowanych proszę o kontakt mailowy: arteum@arteum.pl, pod nr telefonu: 603 455 014 lub przez blog.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://arteum.pl/blog/?feed=rss2&#038;p=453</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Punk w kilku odsłonach</title>
		<link>http://arteum.pl/blog/?p=447</link>
		<comments>http://arteum.pl/blog/?p=447#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 06 Dec 2010 20:50:43 +0000</pubDate>
		<dc:creator>dw</dc:creator>
				<category><![CDATA[Muzyka]]></category>
		<category><![CDATA[art-brut]]></category>
		<category><![CDATA[Dezerter]]></category>
		<category><![CDATA[muzyka]]></category>
		<category><![CDATA[punk]]></category>
		<category><![CDATA[Siekiera]]></category>
		<category><![CDATA[Witkacy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://arteum.pl/blog/?p=447</guid>
		<description><![CDATA[Od lat uważam, że niezwykłym zjawiskiem jest w środowisku polskiego punka poezja Tomasza Budzyńskiego Jestem drzewo, jestem ptak Jeszcze noc, jeszcze czas płonie ziemia, płonie las dziwne słowo, tajny znak jestem drzewo, jestem ptak (ptak ptak ptak) Wszystkie drogi, wszystkie sny dzikie myśli, straszne dni kamień z nieba, z nieba znak jestem drzewo, jestem ptak [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div id="attachment_451" class="wp-caption alignleft" style="width: 160px"><a href="http://arteum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/12/antiarmia_cd.jpg"><img class="size-thumbnail wp-image-451" title="&quot;Armia&quot; 1987 r" src="http://arteum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/12/antiarmia_cd-150x150.jpg" alt="&quot;Armia&quot; 1987 r" width="150" height="150" /></a><p class="wp-caption-text">&quot;Armia&quot; 1987 r</p></div>
<p>Od lat uważam, że niezwykłym zjawiskiem jest w środowisku polskiego punka poezja Tomasza Budzyńskiego</p>
<p><a href="http://www.youtube.com/watch?v=M-PwNQHHOEU" onclick="pageTracker._trackPageview('/outgoing/www.youtube.com/watch?v=M-PwNQHHOEU&amp;referer=');">Jestem drzewo, jestem ptak</a><br />
Jeszcze noc, jeszcze czas<br />
płonie ziemia, płonie las<br />
dziwne słowo, tajny znak<br />
jestem drzewo, jestem ptak<br />
(ptak ptak ptak)<br />
Wszystkie drogi, wszystkie sny<br />
dzikie myśli, straszne dni<br />
kamień z nieba, z nieba znak<br />
jestem drzewo, jestem ptak<br />
Jeden duch, jeden czas<br />
jeden wróg, obok nas<br />
to mój smutek, to mój znak<br />
jestem drzewo, jestem ptak<br />
(ptak ptak ptak)<br />
Ho!</p>
<p>Można mówić o gnostycyzmie ukrytym w tych słowach (inspirację którym zaczęto &#8222;na stałe&#8221; przypisywać Budzyńskiemu), ale mnie urzeka w tych piosenkach ich niezwykła prostota, a zarazem piękno poetyckich połączeń. Coś takiego udało mi się zauważyć tylko w poezji Rimbauda, do którego fascynacją Budzyński także się przyznawał.</p>
<p>W powyższym tekście znajduje się wszystko, co jest mi w jakiś sposób bliskie, znajome: nieustanny niepokój, towarzyszący życiu; lęk przed nieznanym w sobie; odczuwanie przyrody, jako części siebie; pierwotna &#8222;czystość&#8221; natury; potrzeba wolności&#8230; No i ta indiańska dzikość w muzyce, współgrająca ze słowami i te okrzyki prosto z serca&#8230;</p>
<p>Wcześniej jednak, Tomasz Budzyński, śpiewał w zespole Siekiera, gdzie wykrzykiwał teksty autorstwa Tomasza Adamskiego:</p>
<p><a href="http://www.youtube.com/watch?v=5xAa3__skxA" onclick="pageTracker._trackPageview('/outgoing/www.youtube.com/watch?v=5xAa3_skxA&amp;referer=');">Wojownik</a><br />
Zrób to zaraz, uwierz mi<br />
Weź karabin, rozbij drzwi<br />
Tam już czeka każdy z nich<br />
Musisz zabić, zniszczyć ich</p>
<p>Wojowniku, musisz iść<br />
Wojowniku, każę ci<br />
Wojowniku, każę ci<br />
Wojowniku, zabij ich<br />
Wojowniku, zabij ich!</p>
<p>Wydaje się, że Budzyński śpiewa i pisze obecnie o walce ze złem we wszystkich jego odmianach. ale głównie o walce ze złem w jego wymiarze duchowym. Coś w stylu Sępa -Szarzyńskiego: &#8222;Pokój- szczęśliwość/Ale bojowanie byt nasz podniebny&#8230;&#8221;. Człowiek jest skazany na nieustanny dualizm ciała/ducha, instynktu/rozumu, serca/popędu, dlatego też przed tą walką nie ma ucieczki – musisz być wojownikiem (stąd nazwa obecnego zespołu Tomasza Budzyńskiego – „Armia”)!</p>
<p>Pisząc o gnostycyzmie w tekstach Budzyńskiego kierowałam się tym, co on sam mówił na temat swojej poezji i swoich fascynacji. Budzyński jest osobą mocno wierzącą, uważa, podobnie jak gnostycy, że świat jest chaotyczny i niebezpieczny, że naszą rolą jest walka o duchowość, o zachowanie jej, mimo otaczającego nas zewsząd zła. Jeśli przeczyta się inne teksty piosenek Budzyńskiego, ten obraz świata wyraźnie się ukazuje &#8211; jest spójny, wyrazisty w niemal wszystkich tekstach. Analogie do poezji Sępa-Szarzyńskiego narzucają się tu niemal same.</p>
<p><a href="http://www.youtube.com/watch?v=GeeNEQZOSOI" onclick="pageTracker._trackPageview('/outgoing/www.youtube.com/watch?v=GeeNEQZOSOI&amp;referer=');">Opowieść zimowa</a><br />
Jest w lesie ptak, na wieży dzwon<br />
Jest w lesie ptak, na wieży dzwon<br />
Jak dotąd tylko ja, jak dotąd tylko Ty<br />
Jak warto żyć, gdy serce drży<br />
W zimową noc niech nie wie nic Zły</p>
<p>Czy ryby jeszcze drżą w oceanie<br />
Czy wiatr się zrywa czy bije dzwon<br />
Czy przyjdziesz znów, daleko stąd<br />
Czy będę jeszcze Twoim przyjacielem<br />
I skąd ten blask, ten w dali ptak<br />
Skąd w białej mgle zniszczony płaszcz<br />
Nie mogę znieść,<br />
nie mogę Ci nic powiedzieć</p>
<p>Pustynia śpi, zabija świat<br />
Pustynia śpi, zabija świat<br />
Jak cicho obok nas, jak cicho tu i tam<br />
I niemy krzyk, gdy serce drży<br />
W zimową noc niech nie wie nic Zły<br />
Zły zły zły zły zły zły zły zły</p>
<p>Czy ryby jeszcze drżą w oceanie<br />
Czy wiatr się zrywa, czy bije dzwon<br />
Czy przyjdziesz znów daleko stąd<br />
Czy będę jeszcze Twoim przyjacielem<br />
i gdzie ten świat, za którym się<br />
Nie goni nawet i we śnie<br />
Nie mogę Ci nic powiedzieć<br />
Nie mogę Ci nic powiedzieć<br />
Tyle co nic, tyle co nic<br />
W długą zimową noc</p>
<p>Uśmiech na dnie, głupiec na chmurze<br />
Uśmiech na dnie, głupiec na chmurze<br />
Trzy bajki jeszcze raz,<br />
Trzy bajki cały czas<br />
Niech bestia śpi, gdy serce drży<br />
W zimową noc niech nie wie nic Zły<br />
Zły zły zły</p>
<p>Tyle co nic, tyle co nic<br />
W długą zimową noc</p>
<p>Nie przepadam za piosenkami o charakterze religijnym, ale mistycyzm w wydaniu Budzyńskiego jest dla mnie strawny.</p>
<p>U Budzyńskiego do fascynacji gnostycyzmem dochodzi dodatkowo baśniowa poetyka, mistycyzm, które też mi bardzo odpowiadają, a których nie było we wczesnych piosenkach Armii, czy Siekiery. Tam raczej chodziło o przekazanie &#8222;czystej&#8221; punkowej energii i dlatego trudno doszukiwać się czegoś więcej np. w tej piosence Siekiery, do której tekst napisał Tomasz Adamski:</p>
<p><a href="http://www.youtube.com/watch?v=_CNRgieqj9I" onclick="pageTracker._trackPageview('/outgoing/www.youtube.com/watch?v=_CNRgieqj9I&amp;referer=');">Burek</a><br />
Zabij, ubij kiedy chcę<br />
I Marysia, i ty Burek &#8211; me<br />
Helu, Krysiu, utnij mi<br />
Szczurek, Burek, gryź i ty &#8211; ty</p>
<p>czy w utworze pt. <a href="http://www.youtube.com/watch?v=RUlBl-vsoiY&amp;feature=related" onclick="pageTracker._trackPageview('/outgoing/www.youtube.com/watch?v=RUlBl-vsoiY_amp_feature=related&amp;referer=');">Pal i niszcz</a></p>
<p>Wolna droga w trupy iść</p>
<p>wolna droga strzelaj niszcz</p>
<p>dajcie trochę więcej krwi</p>
<p>trzeba trochę więcej krwi</p>
<p>„Przestraszyłem się. Straszni byli jacyś” – zwierzał się swego czasu Kazik Staszewski, gdy po raz pierwszy w życiu ujrzał i usłyszał Siekierę.</p>
<div id="attachment_450" class="wp-caption alignleft" style="width: 160px"><a href="http://arteum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/12/nonstop.jpg"><img class="size-thumbnail wp-image-450" title="&quot;Non Stop&quot; nr 9/1984" src="http://arteum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/12/nonstop-150x150.jpg" alt="&quot;Non Stop&quot; nr 9/1984" width="150" height="150" /></a><p class="wp-caption-text">&quot;Non Stop&quot; nr 9/1984</p></div>
<p>“Wokalista grupy SIEKIERA na scenie w Jarocinie. Szczęśliwie, zamiast tasaka dzierży w dłoni mikrofon” – głosił z kolei podpis, towarzyszący zdjęciu wokalisty zespołu, na okładce magazynu „Non Stop” w 1984 r.</p>
<p>Myślę, że Siekiera była pionierem, jeśli chodzi o tak modny teraz kierunek w sztuce zwany <em>art-brut. </em>Używam tu tej nazwy trochę na wyrost i niezgodnie z obecnym statusem tej sztuki, dziś bowiem utarło się używać nazwy <em>art-brut</em> w odniesieniu głównie do sztuki osób niepełnosprawnych umysłowo, czyli tej, którą ja nazywam &#8222;sztuką naiwną&#8221;. <em>Art-brut</em> to dla mnie dosłownie &#8222;sztuka marginesu&#8221;. Punk to – wiadomo &#8211; śmieć, odpad społeczeństwa, ktoś żyjący na skraju kontaktów społecznych &#8211; stąd analogie z <em>art-brut.</em></p>
<p>We wczesnych tekstach Siekiery mamy i wyliczanki dziecięce, powiązane przedziwnie z obrazami wojny:</p>
<p><a href="http://www.youtube.com/watch?v=IRlNfX3P5_4" onclick="pageTracker._trackPageview('/outgoing/www.youtube.com/watch?v=IRlNfX3P5_4&amp;referer=');">Idzie wojna</a></p>
<p>Już po schodach płynie sobie</p>
<p>Ciepła ludzka krew</p>
<p>Karzeł ciągnie zwłoki kobiet</p>
<p>Lubi damską płeć</p>
<p>Matko moja spójrz przez okno</p>
<p>Wszędzie śmierć i krew</p>
<p>Idzie wojna idzie wojna</p>
<p>Idzie krwawa rzeź</p>
<p>Tam na polu leży głowa</p>
<p>Gnije szczurza pierś</p>
<p>Robol gwałci krokodyla</p>
<p>Małpę gryzie pies</p>
<p>Już się skrada już zabija</p>
<p>Polny wampir gdzieś</p>
<p>Będzie wojna będzie wojna</p>
<p>Będzie krwawa rzeź</p>
<p>i coś, co można chyba nazwać eksperymentem poetyckim:</p>
<p><a href="http://www.youtube.com/watch?v=YrG6FoJW91Q" onclick="pageTracker._trackPageview('/outgoing/www.youtube.com/watch?v=YrG6FoJW91Q&amp;referer=');">Piwko dla wojska</a></p>
<p>Krwawi psina łapa sina</p>
<p>Trzeba pomóc suce nieść</p>
<p>Już nadchodzi ruda świnia</p>
<p>Skomli wyje chora jest</p>
<p>Tam za płotem kurzy totem</p>
<p>Dwóch murzynów czuje krew</p>
<p>Ty górniku musisz kopać</p>
<p>Szkielet matki leży gdzieś</p>
<p>Już wybija ta godzina</p>
<p>Chata płonie bryka zwierz</p>
<p>Gospodyni wina piwa</p>
<p>Dajcie wojsku dobrze zjeść</p>
<p>Mamy też manifest Adamskiego (tekściarza Siekiery):<br />
&#8222;Nie zabijajcie pierwotnych odruchów; one was wyzwolą&#8221;: <a href="http://siekiera.serpent.pl/przegrani.html)" onclick="pageTracker._trackPageview('/outgoing/siekiera.serpent.pl/przegrani.html?referer=');">(z wywiadu z Adamskim w &#8222;Non Stopie&#8221;)</a></p>
<p>Ten nerwowy rytm w wierszach Adamskiego przywodzi na myśl twórczość ks. Józefa Baki, utrzymaną w podobnej tematyce i kolorystyce słownej:</p>
<p>&#8222;Za igraszkę śmierć poczyta,<br />
Gdy z grzybami rydze chwyta:<br />
Na dęby ma zęby,<br />
Na szczepy ma sklepy.</p>
<p>Cny młodziku, migdaliku,<br />
Czerstwy rydzu, ślepowidzu,<br />
Kwiat mdleje, więdnieje.<br />
Być w kresie, czerkiesie.</p>
<p>Ej, dziateczki, jak kwiateczki<br />
Powycina was, pozrzyna<br />
Śmierć kosą z lat rosą,<br />
Gdy wschody, zachody.&#8221;</p>
<p>Dodajmy, że ksiądz Józef Baka był przez lata wyśmiewany, uznawany za przykład złej barokowej poezji manierystycznej, potem wielbiony m.in. przez Pawlikowską-Jasnorzewską i innych poetów.</p>
<p>I w poezji Adamskiego i w wierszach Baki mamy ten sam rytm, dosłowność, zabawę w przejaskrawienia, brutalizm słowny. To chyba nie przypadek, że co jakiś czas wraca ten sam nurt w poezji &#8211; nurt związany z fascynacją śmiercią, epatujący brutalizmem i okropieństwami?</p>
<p>Możliwe, że teksty Siekiery miały być czymś w rodzaju terapii szokowej. Ale na pewno nie było to działanie bezrefleksyjne, czy też inaczej &#8211; nie sądzę, żeby nie było w tym głębszej refleksji.</p>
<p>O ile brutalizm jest dla mnie trudny do zaakceptowania w plastyce, czy w dramacie, to w poezji i muzyce jest mi on w przedziwny sposób bardzo bliski. Słowa muszą czasami ranić, wnikać w nas głęboko, żeby docierały w odpowiednie miejsca w mózgu i sercu – widać to dobrze na przykładzie tekstów innej, punkowej kapeli &#8211; Dezertera:</p>
<p><a href="http://www.youtube.com/watch?v=Xc0qAjgcgZg" onclick="pageTracker._trackPageview('/outgoing/www.youtube.com/watch?v=Xc0qAjgcgZg&amp;referer=');">Piosenka popularna na instrumenty produkcji krajowej</a></p>
<p>Jem bo czuję głód<br />
Piję bo mam pragnienie<br />
I żyję bo jest we mnie coś<br />
Co każe mi żyć<br />
To wszystko czego mi potrzeba<br />
To wszystko czego mi potrzeba<br />
Z biologicznego punktu widzenia<br />
Lecz tym się różnię od małpy<br />
Lecz tym się różnię od małpy<br />
Że mogę o tym zaśpiewać</p>
<p><a href="http://www.youtube.com/watch?v=7Yh6S60xwSw&amp;feature=related" onclick="pageTracker._trackPageview('/outgoing/www.youtube.com/watch?v=7Yh6S60xwSw_amp_feature=related&amp;referer=');">Rejestr wariatów</a></p>
<p><a href="http://www.youtube.com/watch?v=7Yh6S60xwSw&amp;feature=related" onclick="pageTracker._trackPageview('/outgoing/www.youtube.com/watch?v=7Yh6S60xwSw_amp_feature=related&amp;referer=');"></a>Temu założono kaftan bezpieczństwa<br />
A tego odesłano do domu<br />
Temu dano chleba i mięsa<br />
Ale nie chciał jeść</p>
<p>A ten krzyczał: nie, nie, nie cały dzień</p>
<p>Ten patrzył w okno jak w ścianę<br />
Ten widział to czego nie było<br />
Ten zaś to co było</p>
<p>A ten krzyczał: nie, nie, nie cały dzień</p>
<p>Ten się uważał za ptaka<br />
Ten się uważał za psa<br />
Ten zaś uważał, że jest człowiekiem<br />
Zwykłym człowiekiem<br />
I krzyczał: nie, nie, nie cały dzień</p>
<p>Przywołajmy z odmętów przeszłości jeszcze raz wczesne teksty Siekiery z jej najbardziej brutalnego okresu działalności:</p>
<p><a href="http://www.youtube.com/watch?v=OPxhuCe0Fww&amp;feature=related" onclick="pageTracker._trackPageview('/outgoing/www.youtube.com/watch?v=OPxhuCe0Fww_amp_feature=related&amp;referer=');"><a href="http://www.youtube.com/watch?v=OPxhuCe0...re=related" onclick="pageTracker._trackPageview('/outgoing/www.youtube.com/watch?v=OPxhuCe0...re=related&amp;referer=');">BANDA DZIKA</a></a><br />
ZARAZ PÓJDZIESZ TRUCICIELU<br />
W ŚLEPO W CIEMNO NIE MASZ CELU<br />
JUŻ NADCHODZI JUŻ PRZYZYWA<br />
DZIKA BANDA KRWAWE ŻNIWA</p>
<p>JUŻ KOBYŁKA WŚCIEKŁA CZEKA<br />
NA BOK Z DROGI PIES UCIEKA<br />
SIADAĆ SPLUNĄĆ PORA JECHAĆ<br />
NAPRZÓD BANDA W CIEMNO JECHAĆ</p>
<p>BANDA DZIKA BANDA CIĘTA<br />
SKURWYSYNY I ZWIERZĘTA<br />
DLA WAS NOGA DLA WAS RĘKA<br />
DLA WAS GŁOWA ŚWIEŻO ŚCIĘTA</p>
<p>Jak wspominają punkowi kombatanci, koncerty Siekiery to był taki mały groteskowo-pure-nonsensowny teatrzyk: trochę absurdu, trochę czarnego humoru, mnóstwo przesady&#8230; Swojego czasu czytałam artykuł, który porównywał twórczość Adamskiego (tekściarza Siekiery) do Czystej Formy Witkacego. Analogii jest naprawdę sporo. Wiele zespołów alternatywnych naśladowało ten brutalno-absurdalny styl grania, często z towarzyszeniem najprzeróżniejszej muzyki, nie zawsze punkowej. Z tego nurtu wywodzą się np. teksty <a href="http://www.youtube.com/watch?v=9C1EfE2V25s" onclick="pageTracker._trackPageview('/outgoing/www.youtube.com/watch?v=9C1EfE2V25s&amp;referer=');">&#8222;Kobranocki&#8221;</a> czy -znanych nieco bardziej wyrobionej publiczności- &#8222;Mikrofonów Kanionów&#8221;.</p>
<p><a href="http://www.youtube.com/watch?v=XpSxcUYDgCg" onclick="pageTracker._trackPageview('/outgoing/www.youtube.com/watch?v=XpSxcUYDgCg&amp;referer=');">Mikrofony Kaniony &#8211; Pengo</a></p>
<p>Idzie rodzina mąż maszyna<br />
Żona tona Żaneta Kpina<br />
Idzie córeczka torebeczka<br />
A obwarzanka bedzie kaszanka<br />
mamy pengo<br />
Sopot bambusy fako waluta<br />
Alibaba daj dukata<br />
Wycieczka molo turysta pengo<br />
Kieszenie puste, dajcie kapuste<br />
mamy pengo<br />
Synek i tata bedzie sałata<br />
Synek jedynak filuj na szpinak<br />
Wnuczek i dziadek niedługo spadek<br />
Nie ma spadku spadaj dziadek<br />
mamy pengo<br />
Nie ważna wzmianka od Joli czy Janka<br />
Bo najważniejsza jest kaszanka</p>
<p>Punk to była kreacja, czy też anty-kreacja &#8211; nie tylko pod względem wizerunku, ale też właśnie pod względem  muzycznym.</p>
<p>Nazwy &#8222;teatrzyk&#8221; w odniesieniu do twórczości Siekiery nie użyłam przypadkowo: była tu i praca z gestem, i głosem, i z emocjami i inne rzeczy. To, co robi <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/The_Living_Theatre" onclick="pageTracker._trackPageview('/outgoing/pl.wikipedia.org/wiki/The_Living_Theatre?referer=');">The Living Theatre</a> dobrze się wpisuje w punkową konwencję.</p>
<p>Tego typu twórczość zwraca nam uwagę na rzeczy, które często przeoczamy: że czasami coś jest &#8222;po nic&#8221;, niekoniecznie &#8222;po coś&#8221; i że wartości materialne, konkretne, wymierne, mierzone jedynie konwencją, tradycją i racjonalnym myśleniem to tylko część prawdy o otaczającej nas rzeczywistości. Poza tym, mimo wszechobowiązującego w punkowej konwencji hasła „no future”, pewne elementy kultury punkowej wskazują na wyraźne zaangażowanie w &#8222;tu i teraz&#8221; &#8211; taniec <em>pogo</em> jest najlepszym wyrazem takiego zaangażowania. Wiem, że jeśli napiszę, ze to medytacja w tańcu, to otrę się o przesadę, ale w gruncie rzeczy naprawdę tak uważam.</p>
<p><a href="http://www.youtube.com/watch?v=_roBPQYI4cM&amp;feature=related" onclick="pageTracker._trackPageview('/outgoing/www.youtube.com/watch?v=_roBPQYI4cM_amp_feature=related&amp;referer=');">Siekiera  &#8221;Ja stoję, ja tańczę&#8221;</a></p>
<p>Powyższa piosenka Siekiery jest też dobrym przykładem na to, że wystarczy kilka prostych słów, żeby opisać i rzeczywistość i to, co poza nią. Minimum środków artystycznych, maksimum ekspresji i przeżycia, czyli punkowe haiku a la Siekiera</p>
<p>Często pod adresem twórczości punkowej daje się słyszeć zarzut, że była to twórczość silnie destruktywna – zarwano dla jej twórców, jak i odbiorców.</p>
<p>Myślę, że w twórczości Siekiery nie chodziło jednak o destrukcję, a raczej o zamierzoną parodię i igranie z konwencjami muzycznymi. Dadaiści mieli swoje techniki wyzwalające ekspresję artystyczną, futuryści swoje, a punk w stylu Siekiery epatował właśnie tego typu absurdalnym brutalizmem i parodią.</p>
<p><a href="http://www.youtube.com/watch?v=URuoNjuVsCY&amp;feature=related" onclick="pageTracker._trackPageview('/outgoing/www.youtube.com/watch?v=URuoNjuVsCY_amp_feature=related&amp;referer=');">Siekiera &#8222;Ludzie Wschodu&#8221;</a></p>
<p>czy tu się głowy ścina<br />
czy zjedli tu Murzyna<br />
czy leży tu Madonna<br />
czy tu jest jazda konna</p>
<p>czy w nocy dobrze śpicie<br />
czy śmierci się boicie<br />
czy zabił ktoś tokarza<br />
czy często się to zdarza</p>
<p>Dla porównania kilka wierszy Witkacego:</p>
<p>UŁUDA</p>
<p>(Poświęcone fabrykantom marmolady, w razie nieprzyjęcia królowi<br />
Bolesławowi Śmiałemu)</p>
<p>Brudny Koko Helem powiał<br />
Trzasnął Wata lekkim ruchem<br />
Swopard cupnął i zliliował<br />
Śmietankowym stał się puchem.</p>
<p>SYTUACJA BEZ WYJŚCIA</p>
<p>W garkuchniach piwnic drżą motyle<br />
Dreszczeje dal i czeka bezkraśnie<br />
Giemzi i głąbi w całkach pyle<br />
Rozwiewa się w grzech &#8211; jak we śnie.</p>
<p>PIEROWIERSZ &#8211; POPYLONE PIENIE</p>
<p>(Poświęcone pamięci śp. Finty)</p>
<p>Para, pocina i pługie pilczenie<br />
Pfa pasze piwnic popylone pienie<br />
I pylko Pepło pepopnie przenika<br />
Popyśledzona pesteś pak puzyka.</p>
<p>Przez to epatowanie brutalizmem i okrucieństwem, posunięte do absurdu, piosenki Siekiery mają raczej antywojenną wymowę. Odczytywanie ich dosłownie nie ma sensu, trzeba posłużyć się nimi, jako poetycką metaforą</p>
<p>Adamski, jako poeta jest bardzo oszczędny w słowach, ale bez wątpienia, podobnie jak w przypadku twórczości Budzyńskiego, teksty świetnie współgrają z muzyką – szczególnie w przypadku  &#8221;Nowej Aleksandrii&#8221;, która nie była typową punkową płytą:</p>
<p><a href="http://www.youtube.com/watch?v=D8kpDuy8Lqo&amp;feature=related" onclick="pageTracker._trackPageview('/outgoing/www.youtube.com/watch?v=D8kpDuy8Lqo_amp_feature=related&amp;referer=');">Jest bezpiecznie</a><br />
jest bezpiecznie<br />
jest spokojnie<br />
serce tak czyste<br />
oczy powolne</p>
<p>jest bezpiecznie<br />
jest spokojnie<br />
usta tak krwawe<br />
słowa bezdomne<br />
i tylko ten wiatr&#8230;</p>
<p>To już jest zupełnie inna Siekiera, nie ta, która przeraża swoimi tekstami.  Tomasz Budzyńskie odciął się od wczesnej twórczości Siekiery. Powoli piosenki te zaczęły schodzić do lamusa, spotykając się coraz częściej z niezrozumieniem ze strony  odbiorców. Muzyka i pomysły Adamskiego oraz Budzyńskiego we wczesnej fazie działalności Siekiery były tak inne i tak odmienne od tego, do czego jesteśmy przyzwyczajeni, jako słuchacze, jako odbiorcy muzyki i poezji, że stały się z upływem czasu wręcz hermetyczne.<br />
Myślę, że ten absurd i makabra, którymi operuje w tekstach Adamski jest do wychwycenia bardziej jako tworzywo poezji, niż manifestacja światopoglądu autora.</p>
<p><a href="http://siekiera.serpent.pl/przegrani.html" onclick="pageTracker._trackPageview('/outgoing/siekiera.serpent.pl/przegrani.html?referer=');">Punk nie jest muzyką przegranych</a></p>
<blockquote><p>Moje teksty mają na celu wyzwolenie pewnych ukrytych pożądań ze zdeformowanej, przez cywilizację świadomości. Twierdzę, że tekst może dotrzeć do słuchacza tylko w stanie ciągłego transu. Jego treść staje się wtedy łącznikiem między człowiekiem a kosmosem. Słowa, przez częste ich powtarzanie, mają wprowadzić słuchacza nawet w taniec.</p></blockquote>
<blockquote><p>Niektórzy mówią, że jestem mitomanem, że rozprawiam o rzeczach niemożliwych, utopijnych. A w końcu całe życie jest walką z niemożliwością i im wyżej ustawiamy sobie porzeczkę, tym więcej damy z siebie światu. Zaszło wiele nieporozumień, jeżeli chodzi o moje poglądy; posądzano mnie nawet o faszyzm, błędnie interpretowano moje teksty (mówię głównie o tekstach starej Siekiery). Dziennikarze za często piszą o rzeczach, które nie miały miejsca, robiąc sobie z całego zjawiska punk pole swoich prywatnych doświadczeń. Większość ludzi nie potrafi pojąć tego, co się stało w nowej muzyce, przeraża ich i przerasta nowy świat, który jest bardzo wymagający i skomplikowany. <strong>Chce, żeby muzyka pozwoliła ludziom myśleć o prawdziwym i totalnym życiu; to daje siły i wiarę w walce o godność człowieka. </strong></p></blockquote>
<p>Co mówi on sam na temat swoich piosenek:</p>
<p><strong> </strong></p>
<blockquote><p>Sadzę, że teksty, które pisałem poprzednio dla Siekiery zostały przespane i chyba tylko nieliczne osoby pojęły je. Nawet niektórzy punkowcy nie wiedzieli, o co chodzi. A wszystkie te teksty to jest fikcja literacka. Dla mnie to jest poezja, w której nie ma żadnych praw ani problemów, wartościowania czy coś jest pozytywne czy nie, moralne czy niemoralne. Punktem wyjścia jest anarchia, która gwarantuje wolność absolutną, bez ograniczeń i skrępowań. To miało działać na zasadzie duchowego uwolnienia aż do granic destrukcji i chodziło o tak dużą ekspresję, która u słuchających wyzwalałaby podobne emocje oczyszczające. Tworzyłem fantastyczne obrazy, trochę tak, jak w malarstwie Bosha, a ich ekspresja pasowała do tego czadu, który graliśmy. Nowe teksty pokazują klimat tego, co dzieje się obecnie. Są może bardziej bezimienne, bezpodmiotowe, ale obrazują schyłkowość tego, co jest teraz. To głos faceta, który w nic się nie pakuje, tylko stoi, obserwuje i robi coś sam dla siebie. Po prostu sztuka bardziej źródłowa.</p></blockquote>
<blockquote><p>W swych tekstach nie wypowiadam się w niczyim imieniu, nie jestem bojownikiem niczyjej sprawy. Punk, muzyka ostatnich lat, nasza muzyka, niczego nie wygrały i niczego nie wygrają. Nie o to chodzi. Największą wartością tej muzyki jest jej estetyka, zupełnie nowa estetyka, odpowiadająca naszym czasom oraz swoista poezja zawarta w tekstach. Wierzę, że muzyka ta może dać słuchaczom &#8211; młodym ludziom dzisiaj &#8211; przeżycie, którego rzeczywistość, pusta i bezkszłatna, nie da im. I na tym polega sens naszej działalności.</p></blockquote>
<p>Siekiera była <em>novum</em> na gruncie polskiej muzyki alternatywnej, ale obficie korzystała z doświadczeń takich grup, jak np. Killing Joke (sama nazwa tego zespołu sugeruje prowokację, w stylu podobnym do tego, jaki na początku swojej kariery stosowała Siekiera).</p>
<p>Adamski w wywiadach zawsze mówił o transowym wpływie muzyki na świadomość, że chciałaby taki efekt właśnie osiągać. Stąd m.in. ten &#8222;twardy&#8221; rytm i rym w piosenkach Siekiery i epatowanie słuchacza brutalizmem i przemocą.</p>
<p>Błędem jest, moim zdaniem, odbieranie tych środków artystycznego wyrazu bez poetyckiego przełożenia &#8211; bezpośrednio, wprost, tylko jako czystej prowokacji.</p>
<p><a href="http://www.youtube.com/watch?v=U_j4Eq3ziE4" onclick="pageTracker._trackPageview('/outgoing/www.youtube.com/watch?v=U_j4Eq3ziE4&amp;referer=');">Killing Joke &#8211; The Death and Resurrection Show</a><br />
Odznaczaj punkty<br />
Przygotuj stos pogrzebowy<br />
Zbiór przeróżnych perkusistów<br />
Rozpal ogień<br />
Włóż maski<br />
I zwierzęce skóry<br />
Rozjaśnienie, rozświetlenie<br />
Posłuchaj perkusji<br />
Pomiędzy każdym uderzeniem, każdym uderzeniem bębna</p>
<p>O ukochana matko swobody<br />
Utul w swych ramionach</p>
<p>Płoń, płoń, płoń świetliście<br />
Płoń, płoń, płoń białym żarem</p>
<p>Ten dzień nadejdzie<br />
Nim odejdzie jasność<br />
Do kogo się zwrócisz<br />
Do kogo się zwrócisz<br />
Wybierasz ukrzyżowanie<br />
Czy śmierć Ozyrysa<br />
Powtarzasz schemat, kolejny raz</p>
<p>Rozjaśnienie, rozświetlenie<br />
Płoń, płoń, płoń świetliście<br />
Płoń, płoń, płoń białym żarem</p>
<p>Och, jak genialne te wieki kłamstw<br />
Rydwan Ezechiela mknie poprzez niebo<br />
Święte księgi i historyczne teksty odejdą w zapomnienie<br />
Bo wszyscy wiemy<br />
Dusze są utylizowane w widowisku śmierci i zmartwychwstania</p>
<p>O ukochana matko swobody<br />
Przybądź ku mnie</p>
<p>Wszystko, czego uczę się sam sprowadza się ku zeru<br />
Wszystko, co umiem powinno spłonąć w tym ogniu<br />
Coś mi mówi, że nie<br />
To, kimkolwiek byłem, nie ma już znaczenia</p>
<p>Rozjaśnienie, rozświetlenie<br />
Płoń, płoń, płoń świetliście<br />
Płoń, płoń, płoń białym żarem</p>
<p>Och, jak genialne te wieki kłamstw<br />
Rydwan Ezechiela mknie poprzez niebo<br />
Święte księgi i historyczne teksty odejdą w zapomnienie<br />
Bo wszyscy wiemy<br />
Dusze są utylizowane w widowisku śmierci i zmartwychwstania</p>
<p>O ukochana matko swobody<br />
Przybądź ku mnie</p>
<p>Spłońcie, wszystkie me nieczystości<br />
Utul w swych ramionach</p>
<p>Płoń, płoń, płoń świetliście<br />
Płoń, płoń, płoń białym żarem</p>
<p>Być może twórczość Adamskiego nie mogła być inna w tamtym okresie, ponieważ taka właśnie była rzeczywistość polska lat 80-tych. To było prawdziwe &#8222;no future&#8221;! Angielskie punki, stojące po zasiłki dla bezrobotnych, nie miały w ogóle pojęcia, czym naprawdę może być akt kupna na kartki kiełbasy czy cukru dla rodziny, itd. Myślę, że większość ludzi czuła się wtedy tak samo jak Adamski. Mimo swoistego eksperymentowania z poetycką formą Siekiera była jak najbardziej autentyczna swojej potrzebie  odcięcia się od otaczającej rzeczywistości poprzez muzyczny trans. Brutalizm był tylko środkiem do osiągnięcia celu, a nie celem samym w sobie.</p>
<p>Nie można nie wspomnieć o tym, że Adamski czerpał pełnymi garściami z różnych stylistyk i warto ten wątek rozpatrzyć na tle polskiej rzeczywistości lat 80.</p>
<p><a href="http://www.youtube.com/watch?v=HKcNxH9StoA" onclick="pageTracker._trackPageview('/outgoing/www.youtube.com/watch?v=HKcNxH9StoA&amp;referer=');">Brygada Kryzys &#8222;Wojna&#8221;</a></p>
<p>Wojna!</p>
<p>wojna! maszerują niewolnicy<br />
wojna! będą na was polować<br />
wojna! będą was zabijać<br />
wojna! będą eksterminować<br />
paranoiczne<br />
halucynacje<br />
polityczne<br />
degeneracje<br />
wojna! będą niezwyciężeni<br />
wojna! będą palić i rabować<br />
wojna! będą burzyć wasze domy<br />
wojna! będą pacyfikować<br />
paranoiczne<br />
degeneracje<br />
polityczne<br />
halucynacje<br />
wojna! maszerują niewolnicy<br />
wojna! będą na was polować<br />
wojna! będą was zabijać<br />
wojna!</p>
<p>Punk był rodzajem sztuki, która, mimo nieustannego epatowania brutalizmem i parodią, wymagała specjalnego rodzaju wrażliwości, nie pozwalającego na obojętność i wygodne życie, wobec tego, co dostrzegało się wokół siebie: wobec przemocy, agresji, nienawiści, politycznego kłamstwa, konsumpcjonizmu, itd&#8230; Myślę, że dla każdego polskiego punka lat 80 było to oczywiste i na tym m.in. polega specyfika polskiego punka na tle jego rodzimych, brytyjskich korzeni i autodestruktywnych dokonań grupy Sex Pistols.</p>
<p>Wiele osób, związanych z polskim punkiem, działało w latach 80  np. w ruchu pacyfistycznym <a href="http://www.ruchwip.org/" onclick="pageTracker._trackPageview('/outgoing/www.ruchwip.org/?referer=');">&#8222;Wolność i Pokój&#8221;</a>, czy w ekologicznym &#8222;Wolę Być&#8221; &#8211; dziś już, niestety, organizacji nieistniejącej. W moim odczuciu wśród polskich twórców punkowych przeważali wówczas ludzie mocno zaangażowani w komentowanie rzeczywistości i stojący w opozycji do konsumpcjonizmu, bezradności, czy politycznej degrengolady. Jasne, że w wydaniu polskim miało to nieco dziwny wydźwięk &#8211; zespoły grały np. na zlotach młodzieży ZSMP-owskiej, albo chociażby to, że &#8211; obok wydawanych domowymi sposobami fanzinów- gazetą, która jawnie kolaborowała z subkulturami było &#8222;Na przełaj&#8221; &#8211; naczelna gazeta ZHP. Dlatego śmiem twierdzić, że w wydaniu polskopunkowym nie chodziło jedynie o &#8222;nołfjuczerowy&#8221; bełkot. Że szła za tym często świadoma kreacja artystyczna, a nie jedynie frustracja i chęć wyżycia się, odreagowania. Główną inspiracją, która popchnęła Adamskiego do napisania tekstu piosenki „Burek, dobry pies” – był prawdopodobnie  obraz Witkacego pt. &#8222;Marysia i Burek na Cejlonie&#8221;</p>
<div id="attachment_449" class="wp-caption alignleft" style="width: 160px"><a href="http://arteum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/12/Marysia_i_Burek.jpg"><img class="size-thumbnail wp-image-449 " title="Marysia i Burek na Cejlonie" src="http://arteum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/12/Marysia_i_Burek-150x150.jpg" alt="Marysia i Burek na Cejlonie" width="150" height="150" /></a><p class="wp-caption-text">Marysia i Burek na Cejlonie</p></div>
<p>Mamy tu więc do czynienia ze świadomym operowaniem artystyczną formą, tworzeniem intertekstualnych powiązań między piosenką a obrazem.</p>
<p>Osoby niezwiązane z punkiem, jako zarzut traktują ów brutalizm i okrucieństwo, epatujące z tekstów piosenek punkowych, od czego nie stroniła &#8211; jak wspomniałam wcześniej- także i Siekiera. Wbrew pozorom jednak, ów brutalizm i okrucieństwo nie stanowiły pożywki dla niskich instynktów słuchaczy. Wynikały jedynie z faktu, że w tamtym czasie (lata 80) wojna była jednym z głównych tematów utworów, granych przez zespoły punkowe na całym świecie. Wpływ na to miała atmosfera Zimnej Wojny i wyścig zbrojeń. Oczywiście, punk potępiał wojnę i zbrojenia, a nie stanowił &#8211; jak twierdzą niektórzy &#8211; apoteozę przemocy.</p>
<p>Trzeba tu jednak jeszcze raz podkreślić specyfikę i odmienność polskiej muzyki punkowej na tle dokonań brytyjskich kapel z tego nurtu muzycznego. Właściwie nie da się porównać punków z Wielkiej Brytanii i polskich punkowców: to zupełnie dwa różne światy. Wydaje mi się, że ogromną rolę w tworzeniu polskiej sceny punkowej odegrała sytuacja polityczna w Polsce lat -80-tych, stąd powiązania między ruchem punkowym, a takimi organizacjami jak &#8222;Wolność i Pokój&#8221;. To wcale nie była elita punkowa tylko &#8211; moim zdaniem &#8211;  powszechna opinia wśród ówczesnych punków, że z systemem politycznym trzeba walczyć, ale nie dlatego, że lepsza jest anarchia, tylko dlatego, że Polacy żyli w głębokim komunizmie. Angielskie punki miały swój Hyde Park, a my &#8211; stan wojenny, gdzie za sam wygląd można było zostać spałowanym. Stąd m.in. brała się siła punkowego buntu w jego polskim wydaniu.</p>
<p>Film, obrazujący punk na Zachodzie, czyli ,,Sex Pistols. Wściekłość i Brud&#8221; radziłabym rozpatrzyć na tle filmu &#8222;Fala&#8221;, dokumentującego Jarocin z 1985 roku  - wyraźnie widać różnice w zachowaniu, poglądach, tekstach. Uważam, że dopiero teraz, gdy warunki życia statystycznego Polaka zbliżyły się do warunków życia statystycznego Anglika i gdy mamy przywileje polityczne, o jakich nie śniło się Polakom w latach 80, teraz właśnie narodziło się gnuśne i nieciekawe pokolenie punków, których nic nie interesuje poza przyjemnym spędzaniem czasu. Spełnił się sen McLarena, że można wmówić młodym ludziom, iż wszystko może być blagą i żartem, że nie ma nic ważnego w życiu, ze nie warto nic robić, ani dla siebie ani dla innych.</p>
<p>Co mówi Kukiz w &#8222;Fali&#8221;: &#8222;Trzeba walczyć o rzeczywistość. Jeśli wywalczymy rzeczywistość, wywalczymy przyszłość&#8221;. Wydaje mi się, że podpisałaby się pod tymi słowami każda osoba, występująca w tym filmie, czy przyjeżdżająca wtedy do Jarocina. Dziś może być ciężko z tego typu deklaracjami wśród młodych osób: dzisiejsze punki (jeśli w ogóle takie są) mają faktycznie wszystko w palniku. Uważam, że &#8222;Fala&#8221; jest bardzo szczerym, prawdziwym filmem, dobrze oddającym klimat tamtych czasów.</p>
<p>Reasumując, można powiedzieć, że polski punk lat 80-tych był ruchem bardzo różnorodnym:  mamy tu z jednej strony zaangażowane, politykujące kapele, jak np. TZN XENNA, czy SS-20 (późniejszy DEZERTER), ale mamy też, na przeciwległym niemal biegunie, Siekierę z jej tekstami epatującymi śmiercią, z jej ekspresją, barokowymi fascynacjami, itd. Adamski bawił się swojego czasu w teatr eksperymentalny, a Budzyński był malarzem. Obaj uznawali się za &#8211; uwaga- poetów! Podobnie jak inni muzycy punkowi w ówczesnej Polsce grali oni koncerty za głodowe pieniądze (&#8222;Można się było za to dobrze najeść&#8221; jak zdradza Guma w filmie &#8222;Moja krew, twoja krew&#8221;) i nie byli się w stanie utrzymać ze swojej muzyki (tak jak np. SEX PISTOLS) &#8211; była to więc niejako muzyka robiona wyłącznie dla idei, dla sztuki, dla innych &#8211; nie dla pieniędzy. Czyli nieco więcej, niż punk rock w Wielkiej Brytanii (Sex Pistols), USA (Dead Kennedys), czy Szkocji (Exploited).</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://arteum.pl/blog/?feed=rss2&#038;p=447</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Dzieci, reklama i favelizacja życia</title>
		<link>http://arteum.pl/blog/?p=442</link>
		<comments>http://arteum.pl/blog/?p=442#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 14 Sep 2010 08:44:37 +0000</pubDate>
		<dc:creator>dw</dc:creator>
				<category><![CDATA[Społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[dzieci]]></category>
		<category><![CDATA[favele]]></category>
		<category><![CDATA[reklama]]></category>
		<category><![CDATA[ubóstwo]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://arteum.pl/blog/?p=442</guid>
		<description><![CDATA[Współczesne dzieci mają pod pewnymi względami o wiele trudniej, niż ich rodzice. Na każdym kroku atakowane są reklamami, które ukazują życie w pełni, bezpieczne i luksusowe, ale w oparciu o posiadanie rzeczy materialnych. Super proszek, który zapewnia dziecku wygrany mecz. Pudding czekoladowy, który powoduje, że miłość rodzicielska jest idealna. Czekolada w kształcie jajka z zabawką [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div id="attachment_443" class="wp-caption alignleft" style="width: 160px"><a href="http://arteum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/09/815892_an_old_building.jpg"><img class="size-thumbnail wp-image-443" title="Favelizacja życia" src="http://arteum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/09/815892_an_old_building-150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a><p class="wp-caption-text">Favelizacja życia</p></div>
<p>Współczesne dzieci mają pod pewnymi względami o wiele trudniej, niż ich rodzice. Na każdym kroku atakowane są reklamami, które ukazują życie w pełni, bezpieczne i luksusowe, ale w oparciu o posiadanie rzeczy materialnych. Super proszek, który zapewnia dziecku wygrany mecz. Pudding czekoladowy, który powoduje, że miłość rodzicielska jest idealna. Czekolada w kształcie jajka z zabawką w środku, która sprawi, że dziecięcy świat będzie radosny i doskonały.</p>
<p>Dzieci żyją iluzją, że świat materialny będzie spełnieniem ich pragnień o szczęśliwej, fajnej rodzinie, o fajnym samym sobie, a tego niestety nie da się kupić. Nie wiem, jak rozstrzygną ten problem &#8222;być, czy mieć&#8221;, ale uważam, że będzie to bardzo trudny wybór. Głównie poprzez fakt, że dla ludzi, wychowanych na reklamie Prusakolepu, który &#8222;zabija na śmierć&#8221; i proszku pt. &#8222;Ojciec prać&#8221; (widzicie, nawet nie pamiętacie już marki tego proszku, tylko samo hasło reklamowe ) świat był bardziej ludzki. Teraz obowiązuje tylko ten najwyższy poziom marzeń, bliski bogom i gwiazdom rocka, więc i rozstać się z nim trudniej, jak sądzę.</p>
<p>Spece od reklamy wiedzą, jak uderzyć, żeby naprawdę bolało. Dlatego wybierają jako temat przewodni: idealną rodzinę, idealny związek, ideał męskości, czy kobiecości. Zauważmy, że dzieci są coraz częściej wykorzystywane w reklamach nie tylko produktów dla dzieci. Dzieci reklamują już chyba wszystko, z wyjątkiem alkoholu (oczywiście, chodzi tu o wywołanie u odbiorców uczuć opiekuńczych, zaufania do produktu, itd.). Dzieci, których narodziny coraz więcej ludzi w Polsce odkłada w czasie, bo: nie ma pracy, nie ma warunków (mieszkanie), nie ma kasy, nie ma perspektyw, itd. Jeśli w końcu dziecko się pojawia, jego obecność często staje się przyczyną wielu napięć i problemów, bo wizja szczęśliwej rodziny tak bardzo nasączyła już za sprawą reklam mózgi przyszłych rodziców, że teraz czują się niespełnieni. Dziej się tak, bo skąd niby mieli nauczyć się &#8222;bycia rodzicem&#8221;? Kiedyś ta wiedza była w sposób naturalny przekazywana z pokolenia na pokolenie &#8211; rodziny były wielopokoleniowe i dzieckiem zajmowała się nie jedna, ale dwie, lub trzy osoby. W tej chwili świeżo upieczona mama ma do dyspozycji, jako wzorzec opieki nad dzieckiem, kolorowe magazyny i portale internetowe o dzieciach, gdzie może są i i sensowne porady, ale na kolorowych ilustracjach nadal trawa rodzinna sielanka, albo reklamy &#8211; które tak mocno zapadają w pamięć, ze potem trudno przystosować się do rzeczywistości.</p>
<p>Druga sprawa &#8211; reklamy są w stanie &#8222;wychować&#8221; małych ludzi na wiernych konsumentów, jeśli brak innych wytycznych.<br />
A często ich brak, bo rodzice zaginieni, zmęczeni, zestresowani&#8230; No i ta powalająca magia spotów reklamowych, podbudowana odpowiednimi ujęciami, kolorami, szybkimi lub zwolnionymi ujęciami.<br />
Podobno już 4-miesięczne dzieci chętniej sięgały po zabawki, które wcześniej obserwowały w spotach reklamowych.</p>
<p>Dorośli chociaż zdają siebie sprawę z tego, że za każdą reklamą stoi sztab fachowców, odpowiedzialnych za to, by reklama &#8222;nam się podobała&#8221;. Dziecko tego nie wie i chłonie wszystko, co zobaczy na szklanym ekranie, jako wiedzę o tym &#8222;prawdziwym życiu&#8221;.</p>
<p>Obserwuję moje dziecko i jego kolegów, koleżanki i widzę, że to naprawdę działa.</p>
<p>I wcale nie jest tak, że im uboższa rodzina, tym silniejsze więzi, bo &#8222;nie oparte na wartościach materialnych&#8221;. Wydaje mi się, że dzieci z uboższych rodzin jeszcze silniej tęsknią za &#8222;idealnym światem&#8221;, utożsamiając go z posiadaniem konkretnych rzeczy: samochodu, domu z ogrodem, czy &#8230; jajka &#8211; niespodzianki, albo jakiegoś mlecznego deseru, który w telewizji idealna mama wręcza idealnemu dziecku w ich idealnym domu.</p>
<p>Myślę, że reklama działa tak samo na wszystkie dzieci, bez względu na stopień zamożności i wykształcenia rodziców. Jedyną przeciwwagę dla niej może stanowić czas poświęcony dziecku przez rodziców, a z tym jest teraz krucho u niemal wszystkich rodzin, bez względu na ich status materialny i stopień świadomości rodzicielskiej.</p>
<p>Nie pracuję co dzień, ale w te dni, kiedy wracam po ośmiu (często więcej) godzinach pracy do domu, ostatnią rzeczą na jaką mam siłę, czy ochotę jest szalona zabawa z dzieckiem. Kiedy odpocznę, zjem obiad, ogarnę mieszkanie, itd- nastaje wieczór i właściwie czas już iść spać. Dobrze, że mamy zwyczaj bawienia się podczas kąpieli i czytania wieczorem. Ale to raptem jakieś 50-40 minut, do godziny. Godzina, poświęcona dziecku przez rodzica w ciągu całego dnia, to naprawdę niewiele. Obawiam się, że zbyt mało, żeby dziecko bardziej wolało spędzić czas z rodzicem, niż z telewizorem.<br />
Podobno zrobiono taki eksperyment i 90% dzieci w wieku 4-10 lat wolało oglądanie telewizji od zabawy z rodzicem.</p>
<p>Robiono badania na mieszkańcach najuboższych regionów Polski: ile mają ubrań (mają jedno ładniejsze &#8222;do kościoła&#8221;, ale nie mają nic do &#8222;szukania pracy&#8221;), ile książek (zero, ewentualnie encyklopedia albo atlas świata) i jaki sprzęt elektroniczny jest w domu (telewizor na pierwszym miejscu, często LCD, wzięty &#8230; NA KREDYT! przez ludzi bezrobotnych i utrzymujących się od lat z zapomóg socjalnych!). Telewizor jest potrzebny po to, by oglądać &#8230; seriale &#8211; tę namiastkę &#8222;lepszego&#8221; życia. Najczęściej jest włączony przez cały czas, towarzyszy domownikom w codziennych zajęciach.<br />
Badania te przeprowadził prof. Mariusz Jędrzejko, a ten wymiar społecznego wykluczenia spowodowanego ubóstwem i brakiem perspektyw nazwał obszarem &#8222;polskich faveli&#8221;.<br />
Na ten temat znalazłam tylko jeden artykuł w internecie, ale warto przeczytać raport na ten temat:<br />
<strong>Mariusz Jędrzejko, <em>Polskie favele &#8211; patologie społeczne w świecie wykluczonych i marginalizowanych: próba diagnozy problemu na północnym Mazowszu</em>, &#8222;Problemy Narkomanii&#8221; 2007, nr 3, s. 5-24.</strong></p>
<p>Wspomniany artykuł, do którego link podaje poniżej,  omawia przyczyny powstawania faveli &#8211; dzielnic biedy typowych dla brazylijskich metropolii &#8211; w Polsce oraz zawiera ich charakterystykę. Całość dotyczy zjawiska powstawiania mechanizmów odpowiedzialnych za patologie społeczne w favelach na Mazowszu, wynikających z wykluczenia społecznego.</p>
<p><a href="http://www.hf.org.pl/ao/index.php?id=840" onclick="pageTracker._trackPageview('/outgoing/www.hf.org.pl/ao/index.php?id=840&amp;referer=');">Favelizacja życia</a></p>
<p><a href="http://www.hf.org.pl/ao/index.php?id=840" onclick="pageTracker._trackPageview('/outgoing/www.hf.org.pl/ao/index.php?id=840&amp;referer=');"><br />
</a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://arteum.pl/blog/?feed=rss2&#038;p=442</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Samodzielność</title>
		<link>http://arteum.pl/blog/?p=436</link>
		<comments>http://arteum.pl/blog/?p=436#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 07 Sep 2010 08:40:17 +0000</pubDate>
		<dc:creator>dw</dc:creator>
				<category><![CDATA[Społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[młodzież]]></category>
		<category><![CDATA[rodzina]]></category>
		<category><![CDATA[społeczeństwo]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://arteum.pl/blog/?p=436</guid>
		<description><![CDATA[Niepokoi mnie pewne, dające się z coraz większą siłą zaobserwować, zjawisko. Wielu młodych ludzi nie jest w stanie osiągnąć w pełni samodzielności zaraz po ukończeniu studiów, czy szkoły. Powodem są głównie niskie zarobki, jakie oferuje się osobom bez doświadczenia. Jeśli ci młodzi ludzie coś w życiu robią, mają jakąś pasję, hobby, to to również w [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div id="attachment_438" class="wp-caption alignleft" style="width: 160px"><a href="http://arteum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/09/1152901_paris1.jpg"><img class="size-thumbnail wp-image-438" title="1152901_paris" src="http://arteum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/09/1152901_paris1-150x150.jpg" alt="Samodzielność" width="150" height="150" /></a><p class="wp-caption-text">Samodzielność</p></div>
<p>Niepokoi mnie pewne, dające się z coraz większą siłą zaobserwować, zjawisko. Wielu młodych ludzi nie jest w stanie osiągnąć w pełni samodzielności zaraz po ukończeniu studiów, czy szkoły. Powodem są głównie niskie zarobki, jakie oferuje się osobom bez doświadczenia. Jeśli ci młodzi ludzie coś w życiu robią, mają jakąś pasję, hobby, to to również w dużej mierze zależy od wkładu finansowego ich rodziców. Ten stan może jednak trwać bardzo długo -wiele osób zauważa, że mieszkanie z rodzicami i pozostawanie na ich utrzymaniu pozwala im na większą swobodę &#8211; mają więcej czasu i pieniędzy, do czego dążą i czego nie można mieć im za złe. Nie szukają jednak lepiej płatnej pracy, nie podnoszą swoich kwalifikacji, bo to, co mają &#8211; jak twierdzą- w zupełności im wystarcza.<br />
Zastanawiam się jednak, czy utrzymywanie takiego stanu latami jest uczciwe wobec siebie samego i własnych rodziców? Czy nie jest to &#8222;pójście na łatwiznę&#8221;?<br />
Dla mnie bardzo ważną sprawą jest samodzielność &#8211; finansowa, emocjonalna, itd. Jeśli jestem w stanie się utrzymać samodzielnie, funkcjonować samodzielnie, wtedy ponoszę samodzielnie konsekwencje moich wyborów, nie obarczając nimi nikogo.</p>
<p>Znam jednak wielu ludzi, którzy mają już po trzydzieści kilka lat i nie dążą do zdobycia samodzielności. Mieszkają z rodzicami i praktycznie żyją dzięki cierpliwości, wyrozumiałości i miłości najbliższych, którzy nie stawiają im żadnych wymagań, prócz tych podstawowych (pracuj, nie awanturuj się, szanuj bliskich, dokładaj się do gospodarstwa).</p>
<p>Czy ktoś, kto ma już prawie czterdzieści lat i codziennie podrzuca swojej mamie do prania brudne skarpetki, komu mama robi dalej rano śniadanie, a tata wyprowadza rankiem przygarniętego psa (bo praca) i wieczorem (bo trzeba „pożyć”), czy ktoś kto funkcjonuje w takim układzie rzeczywiście się rozwija i staje samodzielny?</p>
<p>Nadmieniam, że w moim odczuciu nie jest to jednostkowe zjawisko &#8211; zauważam coraz więcej takich osób wokół mnie. Są to osoby, które nie sprawiają w moich oczach wrażenia osób wiarygodnych w tym, co robią.</p>
<p>Wiem, jak trudna jest taka &#8222;pełna&#8221; samodzielność &#8211; finansowa i jakakolwiek inna. Gdybym została teraz pozbawiona wsparcia finansowego ze strony najbliższych (wspólne gospodarstwo), byłoby mi bardzo ciężko. Gdyby zdradziła mnie, czy oszukała najbliższa mi osoba &#8211; być może bardzo trudno byłoby mi to udźwignąć. Ale na tym przecież polega samodzielność i odpowiedzialność &#8211; by bez względu na okoliczności umieć sobie poradzić i to w taki sposób, by nie ranić innych, czy siebie. Samodzielność to wolność &#8211; nie zależę od innych, wiem, co robić, by żyć dobrze i pomagać innym.</p>
<p>I jeszcze jedna sprawa. Myślę tu o &#8222;pokochaniu swojej pracy&#8221; &#8211; sadzę, że w przypadku złej, wyniszczającej i słabo płatnej pracy to nie ma sensu. Jednak, o dziwo, bardzo wielu ludzi poprzestaje na tym, choć mają wyższe kwalifikacje, które mogliby umiejętnie wykorzystać. Myślę, że tak dzieje się właśnie w związku z -moim zdaniem- mocno ograniczającym ich samodzielność- uzależnieniem od opieki rodziców. Rodzice zaś godzą się na taki układ z różnych powodów. Jednym z nich, jest -jak sadzę- lęk przez cierpieniem związanym z niepokojem o dziecko i samotnością (szczególnie, jeśli to jedynak). Jednak ten 40-letni jedynak jest już dorosłym, odpowiedzialnym za siebie człowiekim i warto, żeby nadopiekuńczy rodzice to zauważyli.</p>
<p>Oczywiście, takich sytuacji sprzyjających egotyzmowi dzieci jest więcej. Głównym powodem, jest -jak sądzę- to, że i rodzicom i dzieciom z łatwością przychodzi zaakceptowanie faktu, iż dzieci kocha się miłością bezwarunkową i niczym nieograniczoną. Tak jest, rzeczywiście miłość rodzicielska ma taki charakter. Ale problemem jest to, by &#8211; mimo wszystko &#8211; kochać mądrze. Żeby z tej miłości rodzicielskiej nie popełniać błędów, polegających na akceptacji nawet złych cech własnego dziecka: lenistwa, braku inwencji i zdawania się na innych, braku zaradności życiowej, itd. Co to znaczy, że ktoś się otwiera na &#8222;życie wewnętrzne&#8221; i w związku z tym &#8222;nie ma umiejętności materialistycznego podejścia do życia&#8221;? W takim razie, ten człowiek, nie &#8222;otwiera się wewnętrznie&#8221;, tylko żyje w jakiejś bańce mydlanej zrobionej z własnych egoistycznych emocji, mówiących mu, że to cudownie, świetnie po prostu, że tak się złożyło, iż rodzice zawsze i wszędzie mu pomagają &#8211; dzięki temu się może rozwijać. Myślę, że to strasznie zafałszowany obraz rzeczywistości. Naturalnym procesem jest, by w którymś momencie dzieci przejęły opiekę nad rodzicami- to wynika z fizjologii, biologii naszego życia. Nie można dzieciństwa przedłużać w nieskończoność i udawać, ze to okres &#8222;otwierania się na życie wewnętrzne&#8221;. Moim zdaniem, to zwykłe lenistwo, przykrywka dla braku samodzielności i zaradności życiowej. Żeby przeżyć, trzeba te cechy posiadać, a nie udawać, że się jest joginem od urodzenia.</p>
<p>Oczywiście, mnie samej, daleko jeszcze do tej pełnej niezależności od bliskich &#8211; finansowej, emocjonalnej i jakiejkolwiek innej. Ale uważam, że powinno się ten poziom osiągnąć. Wyznacznikiem samodzielności nie jest dla mnie &#8222;mieszkanie bez rodziców&#8221;, ale to, że w razie ich choroby, czy utraty pracy to my, jako ich najbliżsi krewni będziemy w stanie zapewnić rodzicom to, co oni zapewniali nam przez całe życie- bezpieczeństwo, wygodę, opiekę, miłość.</p>
<p>Czy jednak osoby, które całe życie żerują (nawet nieświadomie) na miłości rodziców, będą zdolne do takiej opieki, takiej postawy wobec starzejących się rodziców? Bardzo w to wątpię.</p>
<p>Nie mieli kiedy i jak się tego nauczyć. Możliwe, że szybko to nadrobią, możliwe też, że nie będą już w stanie tego zrozumieć.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://arteum.pl/blog/?feed=rss2&#038;p=436</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Gdzie się podziały kobiety-filozofowie?</title>
		<link>http://arteum.pl/blog/?p=431</link>
		<comments>http://arteum.pl/blog/?p=431#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 23 Aug 2010 18:23:55 +0000</pubDate>
		<dc:creator>dw</dc:creator>
				<category><![CDATA[Ludzie]]></category>
		<category><![CDATA[filozofia]]></category>
		<category><![CDATA[gender]]></category>
		<category><![CDATA[kobieta-filozof]]></category>
		<category><![CDATA[Simone de Beauvoir]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://arteum.pl/blog/?p=431</guid>
		<description><![CDATA[Wiadomo, że udział kobiet w nauce jest dość spory (i nie mam tu na myśli jedynie Marii Skłodowskiej-Curie), ale stosunkowo rzadko słyszy się o kobietach-filozofach &#8211; może z wyjątkiem Simone Lucie Ernestine Marie Bertrand de Beauvoir. Poszperałam i znalazłam jednak parę godnych uwagi nazwisk, których nie sposób przeoczyć, gdy się mówi o rozwoju filozofii. Oto [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div id="attachment_432" class="wp-caption alignleft" style="width: 160px"><a href="http://arteum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/08/simone-de-beauvoir.jpg"><img class="size-thumbnail wp-image-432" title="Simone de Beauvoir" src="http://arteum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/08/simone-de-beauvoir-150x150.jpg" alt="Simone de Beauvoir" width="150" height="150" /></a><p class="wp-caption-text">Simone de Beauvoir</p></div>
<p>Wiadomo, że udział kobiet w nauce jest dość spory (i nie mam tu na myśli jedynie Marii Skłodowskiej-Curie), ale stosunkowo rzadko słyszy się o kobietach-filozofach &#8211; może z wyjątkiem <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Simone_de_Beauvoir" onclick="pageTracker._trackPageview('/outgoing/pl.wikipedia.org/wiki/Simone_de_Beauvoir?referer=');">Simone Lucie Ernestine Marie Bertrand de Beauvoir</a>.</p>
<p>Poszperałam i znalazłam jednak parę godnych uwagi nazwisk, których nie sposób przeoczyć, gdy się mówi o rozwoju filozofii. Oto one, ułożone chronologicznie, począwszy od starożytności</p>
<p>Starożytność:<br />
- Aganice (około 1878 p.n.e. Egipt) filozof-astronom faraona Sesostrisa<br />
- Arate z Cyreny (Grecja) filozof i nauczycielka filozofii<br />
- Diotama (Grecja) wykładała filozofię, jej uczniem był Sokrates<br />
- Gargi (Indie) wymieniona w Wedach jako znana filozof<br />
- Hipparchia (Grecja) filozof<br />
- Lasthenia (Grecja) filozof<br />
- Maritraji (Indie) filozof<br />
- Perictione (VI w. p.n.e., Grecja) filozof, uczennica Pitagorasa<br />
- Theano (Grecja) filozof<br />
- Themista (IV w. p.n.e., Grecja) filozof</p>
<p>Średniowiecze:<br />
- Hildegarda z Bingen, teolog, filozof</p>
<p>XVI wiek:<br />
- Tarquinia Molza (1542-1617) filozof, w uznaniu zasług otrzymała honorowe obywatelstwo Rzymu dla siebie i swoich potomków</p>
<p>XVII wiek:<br />
-  Margaret Cavendish, angielska arystokratka (księżna Newcastle), brała  udział w niektórych najważniejszych debatach naukowych tego czasu.  Napisała wiele dzieł naukowych, m.in. Observations upon Experimental  Philosophy (Uwagi o filozofii eksperymentalnej) i Grounds of Natural  Philosophy (Podstawy filozofii naturalnej)<br />
- Elena Cornaro Piscopia – matematyk i filozof, pierwsza kobieta, która otrzymała stopień naukowy doktora.</p>
<p>XVIII wiek:<br />
-  Laura Bassi, żyjąca w czasach oświecenia, fizyk i filozof, pierwsza w  historii Europy kobieta zatrudniona jako wykładowca wyższej uczelni  (Uniwersytetu w Bolonii).<br />
- Eleonora Barbapiccola – filozof<br />
- Clelia Borromeo &#8211; filozof i matematyk</p>
<p>XIX wiek:<br />
- Eleonora Ziemięcka (ur. 1819, zm. 1869), pierwsza kobieta-filozof w Polsce</p>
<p>XX wiek:<br />
- Ruth Benedict &#8211; filozof, antropolog<br />
- Hannah Arendt &#8211; historyk, filozof, etyk<br />
- Karen Horney &#8211; następczyni Freuda, filozof, psychoanalityk<br />
- Edyta Stein &#8211; filozof, etyk</p>
<p><strong> </strong><strong>Większość z tych kobiet to bardzo ciekawe postacie, które wiele nowego wniosły od świata nauki.</strong> Margaret Cavendish jako filozof odrzuciła koncepcje Arystotelesa i filozofii mechanistycznej.<br />
Celia Grillo Borromeo w 1728 odkryła tzw. krzywą Klelii,  gdzie: q = m f (gdzie q i f oznaczają położenie &#8211; długość i szerokość &#8211;  punktu poruszającego się po powierzchni kuli, a m oznacza stałą).</p>
<p>Tak więc, kobiet-filozofów było całkiem sporo, ich wkład w rozwój nauki &#8211; duży; niech więc pamięć o nich nie zaginie w umysłach potomnych <img src='http://arteum.pl/blog/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </p>
<p><strong><br />
</strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://arteum.pl/blog/?feed=rss2&#038;p=431</wfw:commentRss>
		<slash:comments>5</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Dlaczego studia muszą być płatne</title>
		<link>http://arteum.pl/blog/?p=422</link>
		<comments>http://arteum.pl/blog/?p=422#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 28 Mar 2010 19:39:05 +0000</pubDate>
		<dc:creator>dw</dc:creator>
				<category><![CDATA[Społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[antykariera]]></category>
		<category><![CDATA[kredyt studencki]]></category>
		<category><![CDATA[studia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://arteum.pl/blog/?p=422</guid>
		<description><![CDATA[Praca w sektorze zwanym edukacją wyższą sprawiła, że na parę spraw otworzyły mi się oczy. Spraw, które mają bezpośredni wpływ na wysokość stypendiów doktoranckich, itp. I ma to przełożenie bezpośrednio na &#8211; podjęty w tu wcześniej przeze mnie w wątku pt. Antykariera w kraju nad Wisłą- temat zarabiania przyzwoitych pieniędzy, ale nie kosztem życia osobistego. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div id="attachment_423" class="wp-caption alignleft" style="width: 123px"><a href="http://arteum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/03/448894_on_my_book_3.jpg"><img class="size-medium wp-image-423   " title="Dlaczego studia muszą być płatne" src="http://arteum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/03/448894_on_my_book_3.jpg" alt="" width="113" height="151" /></a><p class="wp-caption-text">Dlaczego studia muszą być płatne</p></div>
<p>Praca w sektorze zwanym edukacją wyższą sprawiła, że na parę spraw otworzyły mi się oczy. Spraw, które mają bezpośredni wpływ na wysokość stypendiów doktoranckich, itp. I ma to przełożenie bezpośrednio na &#8211; podjęty w tu wcześniej przeze mnie w wątku pt. <strong><a href="http://arteum.pl/blog/?p=411">Antykariera w kraju nad Wisłą</a></strong>- temat zarabiania przyzwoitych pieniędzy, ale nie kosztem życia osobistego.</p>
<p>Obserwując niektórych studentów dochodzę do wniosku, że to, co rzeczywiście sprawia, iż nasz kraj ubożeje, a my wraz z nim, to bezmyślność niektórych studiujących. Takich „pseudo studentów”.</p>
<p>Jestem za tym, że by studia były płatne. To, że są &#8222;bezpłatne&#8221;, to i tak mit, bo trzeba zapłacić za: 1) stancję/akademik, 2) dojazdy, 3) wyżywienie, itd. Studenci zwykle nie pracuję, stypendia są niskie &#8211; na wszystko i tak nie wystarczy, więc rodzice płacą, płacą, płacą&#8230; O ileż przyzwoiciej i dojrzalej byłoby ze strony studenta zaciągnąć kredyt studencki i potem, po ukończeniu studiów -jako jeden z grona studentów z wysoką średnią- starać się o jego częściowe lub nawet całkowite umorzenie. To nauczyłoby wiele osób odpowiedzialności za siebie i swoje wybory. Nie byłoby studentów, którzy po roku zmieniają uczelnię, albo kierunek, bo im się &#8222;nie podoba&#8221;. A za rok to samo, bo &#8222;nie udało się&#8221; zaliczyć semestru.</p>
<p>Część studentów bierze na siebie odpowiedzialność &#8211; lub może są do tego zmuszeni przez rodziców-  i  podejmuje pracę. Najczęściej w jakimś koncernie – w handlu lub gastronomii: McDonaldzie, KFC, lub sklepie z markową odzieżą, rzadziej w sklepie ze sprzętem elektronicznym (tu już często wymagana jest wiedza z zakresu elektroniki).</p>
<p>System marketingowy, który stosują uczelnie niepaństwowe (jest zapotrzebowanie na zajęcia, jest etat), obowiązuje także na państwowych uczelniach. Efektem tego jest dramatyczny spadek poziomu nauczania na studiach. Na to nakłada się także program obecnej szkoły średniej (dzisiejsi maturzyści nie muszą znać twórczości Baudelaire&#8217;a, żeby uczyć się o modernizmie? nie wyobrażam sobie takiej osoby na filologii polskiej, a jednak, co roku, setki, tysiące, osób się na nią dostają). Kiedyś, żeby utrzymać się na studiach, trzeba było w to &#8211; moim zdaniem &#8211; włożyć rzeczywiście trochę wysiłku. W tej chwili student może utrzymać się tylko &#8222;siłą inercji&#8221; &#8211; tu skopiuje pracę na zaliczenie, tam dostanie naciągana trójczynę i jakoś to idzie&#8230; ten student świadomie studiów nie skończy, nie dąży do tego nawet &#8211; są one jedynie dla niego okresem, kiedy &#8222;chce się wyżyć&#8221;, &#8222;pobawić&#8221;, itd. Obecny system szkolnictwa wyższego niezbyt sprawnie -moim zdaniem- eliminuje takich studentów. Kosztami ich &#8222;byle jakiej&#8221; edukacji jesteśmy jednak obciążeni my wszyscy. To nie jest tak, że rzeczy powstają w oderwaniu od siebie. To, że ten student nie skończy studiów i nie spłaci swojego długu wobec społeczeństwa za swoje &#8222;darmowe studia&#8221; będzie rzutowało m.in. na cenę marchewki w sklepie, którą kupuję ja i moja rodzina. Dlaczego stypendia doktorantów są tak niskie? &#8211; m.in. także przez takich studentów. Itd.</p>
<p>Płatne studia uczą odpowiedzialności, dojrzałości i stanowią dobry system eliminacji dla tych, którym nie zależy na skończeniu studiów, a którzy chcą jedynie &#8222;użyć młodości&#8221;. Na Twój i mój koszt. Na koszt tych, którzy płacą podatki.</p>
<p>To jest ten wielki mit, że studia w Polsce &#8222;są bezpłatne&#8221;. Nie są bezpłatne -są opłacane z pieniędzy podatników. Wolę, żeby każdy płacił sam za swoje studia. Tak jest, po prostu, uczciwiej i lepiej dla nas wszystkich.</p>
<p>Proponowany obecnie system kredytów studenckich nie jest złym systemem – sama z niego korzystałam. Załóżmy, że można go tak zmodyfikować, żeby zabezpieczenia nie były tak rygorystyczne: wystarczyłby jeden żyrant lub wcale. Student sam decyduje o wysokości transzy (miesięcznej wypłaty), itd. Już w tej chwili są takie udogodnienia.<br />
Nie wiem, co bardziej mi przeszkadza: to, że z pieniędzy podatników są opłacane studia innych osób, czy państwowa służba zdrowia. Przeszkadza mi i jedno i drugie. Za jakiś czas będziemy cierpieć na brak specjalistów &#8211; już w tej chwili to się objawia. Ludzie, którzy nawet kończą studia nie są w stanie samodzielnie pracować na stanowisku adekwatnym do ich wykształcenia. Mówiła mi o tym bliska mi osoba: przychodzi do pracy student po dwóch kierunkach, inżynier magister i manager i nie potrafi obsłużyć Excela! najważniejszy jest papierek i &#8230;robienie kariery.</p>
<p>Tyle tylko, że taka kariera nikomu pożytku nie przyniesie, a jedynie pochłonie dużą ilość publicznych pieniędzy.</p>
<p>Właśnie dlatego studia powinny być płatne.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://arteum.pl/blog/?feed=rss2&#038;p=422</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Antykariera w kraju nad Wisłą – równowaga między „być” a „mieć”?</title>
		<link>http://arteum.pl/blog/?p=411</link>
		<comments>http://arteum.pl/blog/?p=411#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 22 Mar 2010 10:58:41 +0000</pubDate>
		<dc:creator>dw</dc:creator>
				<category><![CDATA[Społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[antykariera]]></category>
		<category><![CDATA[nauczyciel akademicki]]></category>
		<category><![CDATA[praca naukowa]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://arteum.pl/blog/?p=411</guid>
		<description><![CDATA[Zawsze chciałam uprawiać coś na kształt &#8222;wolnego zawodu&#8221;, ale prócz rozlicznych zainteresowań literackich los poskąpił mi innych talentów. Bycie literatem, czyli życie z pisania, nie wchodziło w grę, ponieważ nie wierzę, że można się przebić w tym środowisku bez protekcji, itd. Pozostała praca naukowa, która stwarza podobne możliwości, jak uprawianie &#8222;wolnego zawodu&#8221;. Tu potrzeba przede [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div id="attachment_412" class="wp-caption alignleft" style="width: 145px"><a href="http://arteum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/03/1066753_there_may_be_trouble_ahead_2.jpg"><img class="size-thumbnail wp-image-412   " title="Antykariera w kraju nad Wisłą" src="http://arteum.pl/blog/wp-content/uploads/2010/03/1066753_there_may_be_trouble_ahead_2-150x150.jpg" alt="Antykariera w kraju nad Wisłą" width="135" height="135" /></a><p class="wp-caption-text">Antykariera w kraju nad Wisłą</p></div>
<p>Zawsze chciałam uprawiać coś na kształt &#8222;wolnego zawodu&#8221;, ale prócz rozlicznych zainteresowań literackich los poskąpił mi innych talentów. Bycie literatem, czyli życie z pisania, nie wchodziło w grę, ponieważ nie wierzę, że można się przebić w tym środowisku bez protekcji, itd.</p>
<p>Pozostała praca naukowa, która stwarza podobne możliwości, jak uprawianie &#8222;wolnego zawodu&#8221;. Tu potrzeba przede wszystkim konsekwencji (trzeba zacząć starać o wdrożenie swoich planów w etap realizacji już w ostatnich latach studiów &#8211; m. in. poprzez wybór odpowiedniego promotora pracy magisterskiej).</p>
<p>Potrzeba też chyba pracowitości, a na pewno poczucia odpowiedzialności i zmysłu organizacyjnego (nie ma określonych terminów, ale w ciągu iluś tam lat trzeba jednak pracę napisać, otworzyć przewód, napisać i umieścić gdzieś publikacje i in.). Jeden z moich recenzentów zwierzył mi się, że do swojej habilitacji pisał jedną stronę w przeciągu trzech dni. Ale nie każdy jest w stanie w ten sposób, tak systematycznie, pracować.</p>
<p>Bardzo pomaga pasja, poczucie, że to co się bada, analizuje jest naprawdę ciekawe. Bez tego ostatniego elementu nie wyobrażam sobie pisania doktoratu, czy habilitacji. Najciekawsze pomysły przychodziły mi do głowy podczas sprzątania i mycia naczyń, dlatego, że myślenie o doktoracie stanowiło dla mnie coś w rodzaju relaksu (gorzej było z pisaniem, ale to osobny temat).</p>
<p>Oczywiście, do pisania doktoratu jest potrzebny jeszcze&#8230; talent.  Lub coś, co zachwyci komisję egzaminacyjną. To ci ludzie decydują, czy to, co pcha kogoś do robienia doktoratu, to rzeczywiście talent i czy warto w to inwestować.<br />
Ale pierwszym stopniem, jak wspomniałam wyżej, jest promotor pracy magisterskiej- on pisze list opiniujący do tejże komisji egzaminacyjnej.</p>
<p>Tak więc, nie tyle talent, co dobry pomysł na doktorat, moim zdaniem jest tu główną kartą przetargową.</p>
<p>W pracy naukowej ważna jest także samodzielność &#8211; wiele rzeczy trzeba samemu załatwić, odnaleźć, opracować, wymyślić, wystarać się (np. o zwrot kosztów udziału w jakiś konferencji &#8211; a są one zwykle duże, w granicach kilkuset złotych- gdy się nie jest na etacie nauczyciela akademickiego danej uczelni), itd.</p>
<p>Tylko niektórzy doktoranci mają stypendium. A ci, co je mają i są już rodzicem, często podpadają pod pomoc opieki społecznej (bo dostają stypendium wysokości 1000 zł, to przeciętna jego wysokość na kierunkach humanistycznych, na &#8222;technicznych&#8221; i &#8222;przyrodniczych&#8221; jest nieco lepiej) &#8211; to niewątpliwy minus całego przedsięwzięcia.</p>
<p>Jako doktorant można jednak korzystać z lokum w tzw. Domu Asystenta, gdzie opłaty za pokój są w granicach 200-300 zł &#8211; znam rodziny, które w czwórkę (z dwojgiem dzieci) w ten sposób, na 10 -15 metrach2, przez 5 czy 6 lat koczowały, odkładając na zakup mieszkania. Zaoszczędzić można sporo, ale mieszkanie w Domu Asystenta wymaga jednak pewnych predyspozycji psychofizycznych (np. umiejętności zasypiania w hałasie, niewrażliwości dróg oddechowych na opary wydobywające się ze wspólnej kuchni&#8230; kto mieszkał w akademiku ten wie, jak to wygląda). Plusem jest to, że podczas testowania nowych gatunków win, czy piwa, zwykle odbywają się długie i burzliwe kwerendy naukowe, podczas których można naprawdę sporo się dowiedzieć i wykorzystać później w swojej pracy.</p>
<p>Po uzyskaniu stopnia naukowego też nie jest łatwo &#8211; na uczelniach (i państwowych, i prywatnych) panuje nepotyzm i często przypadek decyduje o tym, że zatrudnia się osobę spoza układów.</p>
<p>Zarobki są dobre, jeśli ma się dużą liczbę godzin- ćwiczeń lub wykładów. Wynagrodzenie za 1 godzinę ćwiczeń kształtuje się w granicach od 50 zł (doktorant) do 150 zł i więcej (profesorowie) – wszystko zależy od uczelni, stopnia, ilości wysłużonych na danej uczelni lat, itp. Minus podatek, oczywiście. Zwykle, poniżej profesury, uczelnie oferują zatrudnienie na umowę o dzieło lub umowę autorską za prowadzenie określonej ilości godzin. A więc &#8211; nie ma pełnego ubezpieczenia, nie są odprowadzane pełne składki na fundusz emerytalny.  W niektórych uczelniach wypłaca się pieniądze po zakończeniu semestru &#8211; czyli trzeba zorganizować sobie jakieś inne źródło dochodów,  żeby przez pół roku nie gryźć z głodu ścian. Ubezpieczenie zdrowotne może zapewnić współmałżonek, jeśli jest zatrudniony na etat, lub można je opłacać sobie samemu (koszt ok 300 zł/m-c).</p>
<p>Niektóre uczelnie państwowe oferują swoim doktorantom zatrudnienie na czas nieokreślony.</p>
<p>Dzieje się tak, ponieważ uczelnia nie zapewnia pracy po zakończeniu doktoratu – etat na czas określony jest podstawą prawną do wypłacania stypendium, które jest tu formą pensji (nie są to studia, na których dostaje się stypendium naukowe, czy socjalne za samo „bycie studentem&#8221; – trzeba się wykazać). Wypłaca się więc za prowadzenie zajęć, zaawansowanie prac przy własnym doktoracie, itp. W praktyce niewielu doktorantów dostaje  propozycję stałej pracy na macierzystej uczelni, gdzie piszą doktorat.</p>
<p>Oczywiście, warto wykorzystać tu szansę, jaką stwarza robienie doktoratu za granicą &#8211; nawet wyjazd do Czech jest tu lepszym wyborem, niż doktorat w Polsce (stypendium w granicach tysiąca euro oraz darmowe &#8211; i przyzwoite- lokum, jak również inne profity!).</p>
<p>Generalnie, jest to praca dla osób, które są dyspozycyjne (praca w piątki i świątki), ale lubią mieć dużo wolnego czasu. Oraz dla tych, co mają pomysł na inną pracę o mniejszym prestiżu, ale przynoszącą comiesięczne dochody, z których można utrzymać rodzinę.</p>
<p>Obecnie usiłuję pogodzić dwa etaty:  na uczelni i w firmie, zajmującej się organizacja szkoleń dla nauczycieli, co w sumie pozwala mi na uzyskanie zarobków kasjera z Biedronki &#8211; czyli ok. 1,5 tys m/c. Do tego, od czasu do czasu, dochodzą pieniądze z pisania artykułów i recenzji oraz wystąpień na różnych uroczystościach (to mój trzeci etat, a nawet czwarty, uwzględniając <em>houseworking</em>, które w 90 % przypadków spadną na taką osobę, bo ona przecież NIE PRACUJE NA ETACIE). To są dobre pieniądze, ale czasami przez kilka miesięcy nie ma nic. Wtedy jest dużo czasu na czytanie książek, oglądanie filmów w porze dla bezrobotnych i snucie śmiałych planów (wyjadę za granice jako <em>au pair</em> i będę mieć to wszytko wiadomo gdzie).</p>
<p>Każdy musi sam zastanowić się, jak najlepiej wykorzystać plusy takiego zawodu i jak zniwelować jego minusy. Generalnie, praca w charakterze pracownika naukowego daje duże możliwości; myślę, że wraz z upływem czasu sytuacja takiej osoby systematycznie poprawia się (finansowo i etatowo), najgorsze są pewnie pierwsze lata po obronie doktoratu.<br />
Dla mnie największym plusem jest to, że robię to, co zawsze chciałam robić (tzn. wykorzystywać biblioterapię w pracy z innymi). Wobec tego argumentu na plan dalszy schodzą kwestie finansowe, brak ubezpieczenie, itd.</p>
<p><strong> </strong></p>
<p>Zapomniałam napisać, że studia doktoranckie to dobry czas na założenie rodziny (mimo wszystkich, wyżej wymienionych, minusów). Szczególnie, jeśli ma się stypendium, albo etat na czas nieograniczony. Bo: darmowa opieka zdrowotna, można przedłużyć złożenie doktoratu o rok, można starać się o zasiłek losowy (z tytułu urodzenia dziecka &#8211; jakieś 1 -2 tys. zł) i jeśli jest się zatrudnionym na umowę na czas nieokreślony, to także jakieś pieniądze za urodzenie dziecka (no i „becikowe”). W sumie &#8211; może wystarczyć na jakiś czas. Zapomniała też powiedzieć, że można starać się o zwrot kosztów za podręczniki, materiały, itd., ale to żmudna droga pisania podań i błagania pań w kwesturze o przyjęcie podania.</p>
<p>Wszystkim, którzy marzą o pracy jako nauczyciel akademicki, życzę realizacji tych marzeń. Choć muszę powiedzieć, że teraz pracuję trochę jak wyrobnik &#8211; nic tylko sprawdzanie obecności, rozliczanie z prac pisemnych studentów i tępienie plagiatów, które stanowią 80 procent tych prac&#8230; nie tak to siebie wyobrażałam.</p>
<p>Pozostaje jeszcze z problem z rodziną – często najbliżsi nie doceniają takiej formy pracy, uważają, że jak sie nie siedzi 8h za biurkiem, to nic sie nie robi.<br />
Moja rodzina ciągle się dziwiła, co ja robię na tym doktoracie, przecież ja nic nie mam do roboty&#8230; bardzo trudno to wytłumaczyć komuś, kto nie przeżywał tych wyrzeczeń, itd.</p>
<p>Uogólniając &#8211; idealnym  materiałem na pracownika naukowego jest taka osoba, dla której nie liczy się jakiś przyziemny materializm, tylko ten duchowy wymiar doznań i naukowa ekstaza, gdy uda się coś sensownie przeanalizować i opisać J</p>
<p>Na koniec zwrócę tu uwagę na fakt, że wybór pracy nie jest łatwym wyborem – z czego doskonale zdaję sobie sprawę. Praca jest miejscem, gdzie spędzamy najwięcej czasu, takim który ma realny, wymierny wpływ na nasze samopoczucie i zdrowie. Warto się zastanowić, czy opłaca się inwestować w zarobki swój czas i energię, czy osiągnąć tzw. minimum finansowe, ale za to dysponować dużą ilością czasu i dobrego samopoczucia.<br />
Chciałabym zwrócić Waszą uwagę na ciekawą książkę, która porusza ten temat: <em>Antykariera. W poszukiwaniu pracy życia</em>, autor &#8211; Rick Jarow.</p>
<p>Książka jest słabo osiągalna, ale niedawno widziałam ją na <a href="http://www.podaj.net/" onclick="pageTracker._trackPageview('/outgoing/www.podaj.net/?referer=');">http://www.podaj.net</a> &#8211; myślę, że dla chcącego, nic trudnego, jak to się mówi</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://arteum.pl/blog/?feed=rss2&#038;p=411</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Mydła do prania domowej roboty</title>
		<link>http://arteum.pl/blog/?p=395</link>
		<comments>http://arteum.pl/blog/?p=395#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 05 Mar 2010 16:40:14 +0000</pubDate>
		<dc:creator>dw</dc:creator>
				<category><![CDATA[Eko-logicznie]]></category>
		<category><![CDATA[ekologia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://arteum.pl/blog/?p=395</guid>
		<description><![CDATA[Kilka porad: Do produkcji własnych mydeł możesz spróbować dodać nafty, mydła Ivory, mydła Sunlight, Dove i innych mydeł (także niemarkowych). Nie używaj jedynie mocno perfumowanych mydeł. Nazwy takich substancji jak soda i boraks, których także możesz użyć do produkcji mydeł do prania, zwykle można znaleźć na etykiecie proszków do prania i innych środków czyszczących. Niektóre [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://tipnut.com/projectpics/powdered-detergent.jpg" alt="Obraz  Cup proszku detergentów do prania - Tipnut.com" /><strong>Kilka porad:</strong></p>
<ul>
<li>Do  produkcji własnych mydeł możesz spróbować dodać nafty,  mydła Ivory, mydła Sunlight, Dove i innych mydeł (także niemarkowych). Nie używaj jedynie mocno perfumowanych mydeł.</li>
<li> Nazwy takich substancji jak soda i boraks, których także możesz użyć do produkcji mydeł do prania, zwykle można znaleźć na etykiecie proszków do prania i innych środków czyszczących.</li>
<li>Niektóre osoby, które korzystają z bardzo twardej wody mogą  dostosować ilość poszczególnych składników do swoich potrzeb, jeżeli pranie nadal będzie brudne.</li>
<li>Niektóre receptury mają te same składniki, jednak ich ilość i proporcje są różne. Należy samemu sprawdzić,   co działa najlepiej dla własnych potrzeb.</li>
<li> Mydło do prania i mycia ciała można produkować w bardzo dużych lub bardzo małych ilościach. Warto jednak zachować kilka pustych butelek po płynnych detergentach do  prania &#8211; będą one doskonałe do przechowywania mydeł własnej produkcji. Ekologicznie jest wyprodukować jedną dużą partię i wlać w butelki i używać w miarę swoich potrzeb. Przed użyciem należy dokładnie wstrząsnąć butelką.</li>
<li>Niektóre przepisy  wymagają dużych ilości wody. Warto poszukać dużych pojemników blaszanych po oleju lub innych produktach (maja je często w restauracjach) i poprosić o nie.  Należy je umyć  dobrze przed użyciem. Mogą być to duże, plastikowe lub metalowe, bardzo mocne pojemniki, sprawdzające się przy mieszaniu  dużych ilości mydła i ciepłej wody.</li>
</ul>
<h2>Szare mydło do prania.</h2>
<p><strong>Przepis 1<br />
</strong><strong> </strong></p>
<p>1 litr wody  (gotowanej)<br />
2 szklanki startego szarego mydła<br />
2 szklanki  boraksu (do kupienia np. w <a href="http://www.pharma-cosmetic.com.pl/" onclick="pageTracker._trackPageview('/outgoing/www.pharma-cosmetic.com.pl/?referer=');">Pharma Cosmetic</a> )<br />
2 filiżanki do prania sody</p>
<ul>
<li> Dodaj drobno startego mydła do wrzącej wody i  mieszaj, aż mydło roztopi się. Można podgrzewać cały czas na małym ogniu, aż mydło całkowicie topi się.</li>
<li> Wlej wodę i mydło do dużego, czystego wiadra lub miski i dodaj boraks oraz sodę. Dokładnie wymieszaj aż do całkowitego rozpuszczenia.</li>
<li> Dodaj 0,5  litra wody i  mieszaj, aż wszystkie składniki się połączą.</li>
<li> Na etykietce butelki, w której będziesz przechowywać mydło, napisz, że na jedno pranie trzeba użyć ok. 1 / 4 szklanki płynu.  Mieszaj mydło po  każdym jego użyciu  (aby w żelu nie rozwarstwiały się składniki).</li>
</ul>
<p><strong> </strong><strong> </strong></p>
<p><strong>Przepis 2</strong></p>
<p>Ciepła woda<br />
1 szklanka sody<br />
1 / 2 filiżanki boraksu<br />
1 Soap  bar 1 mydła</p>
<ul>
<li> Zetrzyj na tarce szare mydło i dodaj do dużego garnka z ciepłą  wodą. Mieszaj na wolnym ogniu, aż mydło się rozpuści i roztopi.</li>
<li> Wypełnij plastikowe lub metalowe wiadro 4 litrami gorącej wody. Dodawaj po kolei: stopione mydło, boraks i sodę -wszystko dobrze wymieszaj aż do całkowitego  rozpuszczenia się składników. Na koniec dolej jeszcze trochę ciepłej wody.</li>
<li> Najlepiej używać 1 szklanki żelu na 1 pranie, mieszając dokładnie przed każdym  użyciem.</li>
</ul>
<p><strong>Przepis 3</strong><img src="http://tipnut.com/projectpics/powdered-detergent.jpg" alt="Obraz  Cup proszku detergentów do prania - Tipnut.com" /></p>
<p>Ciepła woda<br />
1 / 2 kubka sody<br />
1/2 kubka boraksu<br />
1 / 3 kostki mydła (startej)</p>
<ul>
<li> W garnku rozpuść 3 szklanki ciepłej wody. Dodaj startego mydła i mieszaj, aż  się rozpuści. Następnie dodaj sody i boraksu. Mieszaj aż do  rozpuszczenia się proszku, a następnie zdejmij z  ognia.</li>
<li>Do wiadra wlej ponad  1 litr gorącej wody i  dodać gorącą mieszaninę mydła. Wstaw wiadro do zimnej wody i  dobrze wymieszaj.</li>
<li> Używaj 1 / 2 szklanki na 1 pranie, mieszając  dobrze żel przed każdym użyciem.</li>
</ul>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://arteum.pl/blog/?feed=rss2&#038;p=395</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

